Na rozdrożach powołania

czyli jak rozeznawać w 7 krokach

 

Cykl ukazał się na portalu Theofeel z okazji tygodnia modlitw o powołania kapłańskie i zakonne w 2016 roku.

 

 

1 - Relacja

Nie ma nic bardziej centralnego w chrześcijaństwie niż relacja z Bogiem. Jest to tak samo oczywiste dla tych, którzy tej relacji doświadczają, jak abstrakcyjne i niepojęte dla tych, którzy nie wiedzą jak ona wygląda. Kiedy w trzecich klasach gimnazjum omawialiśmy pojęcie modlitwy, łatwo mi było się zorientować po której stronie znajdowali się poszczególni moi uczniowie. Niektórzy mówili, że rozmowa z Bogiem to jest bardziej monolog i ewentualnie Pan Bóg może coś z niego usłyszeć, inny z przekonaniem mówili o tym, że Pan Bóg odpowiada nam na tysiące różnych sposobów. Nawiązanie żywej relacji z Kimś spoza tego świata może nie być sprawą łatwą, ale nie ma innej drogi dla chrześcijanina niż do tego właśnie dążyć. Na nic nam prawa, moralność, sakramenty, obrzędy, jeśli za tym nie ma Osoby. Jezus wyraźnie mówi: „Ja jestem drogą, prawdą i i życiem.” (J 14, 6)

Największą trudnością jest dla nas zwykle fakt, że Bóg nie jest człowiekiem, nie możemy Go zobaczyć, usłyszeć, dotknąć. Nawet jeśli wierzymy w Jego obecność, może nam się wydawać bardzo odległy i niedostępny. Tymczasem On jest zawsze bliżej nas niż potrafimy sobie wyobrazić, a wszelkie bariery stawiamy sobie sami w naszej głowie. Może w tym miejscu warto zastosować się do wskazówki samego Jezusa: „Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.” (Mt 18,3) Dziecko potrafi przekroczyć tę cienką granicę między światem materialnym i duchowym, dopóki mu nie wmówimy, że prawdą jest tylko to co jest poznawalne za pomocą naszych zmysłów. Nasza dusza też ma zmysły – potrafi doskonale słyszeć, widzieć i czuć obecność, czasami bardziej niż tę cielesną. Tylko musimy chcieć je odkrywać i pielęgnować.

Zaczynając rozmowę na temat powołania do życia zakonnego czy kapłaństwa, musimy najpierw zrozumieć, że nie ma żadnej innej racji dla takiego wyboru niż szalona miłość do Jezusa – żywej Osoby. To On nas pociąga, zachwyca i to Jemu pragniemy oddawać swoje życie.

 

2 - Głos

W ostatnich dniach czytamy na Eucharystii Dzieje Apostolskie. Te historie wydawać nam się mogą bardzo pociągające i inspirujące, jednak chyba mało realne. Filip usłyszał, poszedł i wykonał, Ananiasz podobnie, Piotr miał widzenie. To przecież jakaś fantastyka... a przynajmniej dziś już się takie rzeczy nie dzieją. Mogę mieć relację z Bogiem, czuć Jego obecność, czasem rozpoznać Jego Boży palec w wydarzeniach, podziękować za wysłuchaną prośbę, ale żeby tak od razu słyszeć głosy – to już niekoniecznie.

Trzeba przyznać, że trochę w tym racji. Głos Boga w naszej duszy jest naprawdę bardzo cichutki i dlatego tak trudno nam go usłyszeć. Potrzebujemy zadbać o trzy rzeczy, aby to się mogło stać: zatrzymanie, ciszę i wgląd w siebie. Wszystkie te rzeczywistości często odsuwamy daleko od siebie, bo świat nas uczy raczej, żeby nieustannie biec z słuchawkami na uszach i nie zaprzątać sobie głowy tym co się w nas dzieje. Tak jednak wcale być nie musi. Każdy z nas jest w stanie wygospodarować trochę czasu, by razem z Bogiem spojrzeć w spokoju na swoje uczucia i myśli, a potem zacząć rozumieć co On próbuje przez nie powiedzieć.

Czasami przez długi czas staramy się usłyszeć głos Boga, a jednak nadal nam nie wychodzi. Nie może nas to zniechęcać. Wtedy warto zaufać, że to On znajdzie odpowiedni moment, bo to przecież On ma być Bogiem w tej relacji ;) Nasza otwartość i cierpliwość Jemu wystarczą, my pamiętajmy tylko by nadstawiać uszy i oczy na Jego znaki.

Głos powołania może jednak okazać się bardzo specyficznym głosem Boga. On czasami jest w nas bardzo głośny, a jednak robimy wszystko, żeby go zagłuszyć. Jeśli pragniemy wybrać to co Jezus dla nas przygotował, musimy przede wszystkim chcieć usłyszeć. Inaczej nic z tego nie będzie.

 

3 - Pragnienia

Czasami mam wrażenie, że o powołaniu człowieka myśli się jak o wyroku zapadającym gdzieś na wysokościach, który musimy najpierw zgadnąć, a potem pokornie przyjąć albo skazać się na całe życie w niespełnieniu z poczuciem, że zawiedliśmy naszego najlepszego Przyjaciela. Czas najwyższy wyleczyć się z takiego myślenia!

Czy skoro Bóg jest naszym stwórcą, to nie mógł tego naszego powołania jakoś w nas zapisać, żebyśmy nie musieli zgadywać? Mógł. I tak właśnie zrobił! Powołanie mamy zapisane najgłębiej w naszym sercu i wystarczy tam zajrzeć, żeby je zobaczyć. To nasze najgłębsze pragnienia, te najbardziej szalone. Niestety czasami to serce jest bardzo zakurzone przez zmartwienia, sprawy do załatwienia i ciągłą bieganinę. Wtedy łatwo dokopiemy się tylko do podskórnych zachcianek i przyjemnostek, a nie do prawdziwej głębi.

Kiedy już się przekopiemy i będziemy trzymać w ręku kopertę z zaproszeniem od Boga, jakiekolwiek by nie było, nie próbujmy jednak myśleć ludzkimi kategoriami. On nie będzie zawiedziony jeśli wybierzemy inną drogę. Nie zapominajmy, że Bóg jest jak GPS, który przy każdym naszym zakręcie na nowo przelicza trasę, ale pamiętajmy też, że On chce tylko naszego szczęścia, więc z pewnością się nie pomylimy idąc za wskazówkami w kopercie.

Powołanie to przede wszystkim spełnienie najgłębszych marzeń w naszym sercu, ale powołanie zakonne i kapłańskie to coś jeszcze więcej – to zaproszenie do tego by na świecie realizować marzenia samego Boga.

 

4 - Radość

Pan Jezus podczas swojej modlitwy arcykapłańskiej modlił się tylko o trzy rzeczy dla nas: jedność, prawdę i radość. Dlatego właśnie Zły Duch jest mistrzem tworzenia podziałów, szerzenia kłamstwa i wmawiania nam, że Pan Bóg chce żebyśmy byli smutni. Mam czasem wrażenie, że to ostatnie idzie mu wcale nie gorzej niż dwa pierwsze. Kiedy zaczynamy być szczęśliwi lub czerpać jakąś przyjemność z życia od razu mamy jakieś podejrzenia, że Panu Bogu mogłoby się to nie spodobać, a kiedy pokutujemy, umartwiamy się i unikamy przyjemności, wydaje nam się, że On patrzy wtedy przychylnym okiem. Nic bardziej mylnego!

Czy to nie Jezus mówił, że przyszedł aby owce miały życie i miały je w obfitości? Prawdziwe życie to nieustanna radość. Właśnie radość wbrew wszystkiemu, radość mimo cierpienia, radość tam, gdzie inni tracą nadzieję. Zostaliśmy stworzeni do radości!

Nie chcę przez to powiedzieć, że asceza i pokuta to rzeczy złe, ale jest to potężne narzędzie duchowe dla zaawansowanych i powinno być zakazane dla tych, którzy zaczynają swoją przygodę z Bogiem. Takie praktyki muszą wynikać z bezgranicznej miłości, z tego, że wszystko inne okazuje się zbyt ubogie by tę miłość wyrazić i pozostaje nam dobrowolnie złączyć się z cierpieniem Chrystusa. Od tego jednak nie wolno nam zaczynać. Jestem przekonana, że bliżej Boga okaże się ten, który idzie roztrwonić Boże dary i cieszyć się życiem, niż ten, który odmawia sobie wszystkiego, gorzkniejąc w środku i wpadając w sidła zazdrości. Zobaczcie tylko jak skończył starszy syn w przypowieści o miłosiernym ojcu.

Nie inaczej jest z życiem zakonnym. Jeśli czujesz wezwanie do tego, żeby złożyć swoje życie w ofierze, poświęcić się dla Jezusa, porzucić grzeszny świat i zamknąć się w klasztorze, to może warto się zastanowić, czy to na pewno myśl od Boga. Jeśli jednak czujesz, że Bóg wzywa Cię do szalonej przygody, do najgłębszej radości w Jego służbie i do takiej bliskości, która powiększa serce, jest nadzieja, że to właśnie to o co chodzi.

 

5 - Odwaga

Jeśli ktoś bardzo poważnie w swoim życiu postanowił iść za Jezusem, to na pewno wielokrotnie przekonał się, że wcale nie jest to droga prosta, łatwa i przyjemna. Ona daje najwięcej radości i szczęścia, ale obce są jej bezpieczeństwo, komfort i poukładane życie. Droga z Jezusem wymaga szaleństwa, przekraczającego czasami nasze pierwotne wyobrażenia. Jeśli ktoś uważa, że wiara jest dla słabych, to z pewnością nigdy na poważnie nie spróbował realizować tego co mamy napisane w Ewangeliach.

Bóg nieustannie zaprasza nas w podróż w nieznane. Tak było od samego początku, kiedy powiedział do Abrama: „Wyjdź z twojej ziemi rodzinnej i z domu twego ojca do kraju, który ci ukażę. ” (Rdz 12,1) Nie wiesz jeszcze gdzie masz iść, co po drodze cię czeka i jak długo to potrwa, ale wychodzisz i ufasz, że On na te pytania zna odpowiedzi. Nasze życie pełne jest nieoczekiwanych zwrotów akcji, często dramatów małych lub większych, ale jeśli zaufaliśmy Bogu, wiemy, że to się wszystko dobrze skończy. Ktoś powiedział, że „Bóg obiecał nam bezpieczne lądowanie, ale nie spokojny lot”.

Droga życia zakonnego wydaje się jeszcze mniej poznana i jeszcze bardziej zaskakująca niż życie w rodzinie. Dlatego trzeba odwagi, by się na nią zdecydować. To nie tylko ciągła zmiana miejsca, ludzi, zaangażowania, ale przede wszystkim nieustanne słuchanie Ducha Świętego i odczytywanie znaków czasu. Jak śpiewamy w jednej z moich ulubionych piosenek: „Bo tak jest z tym, którzy z Ducha narodzili się, nikt nie wie dokąd pójdą za wolą Twą”. Jeśli jednak wiemy, że prowadzi nas Dobry Pasterz, możemy bez lęku iść przez każdą ciemną dolinę.

 

6 - Wolność

Wolność wydaje się być dzisiaj jedną z najwyższych wartości. Na samą myśl o tym, że ktoś miałby ją ograniczać, gotowi jesteśmy wyjść na ulicę. Chcemy samodzielnie decydować o wszystkim w naszym życiu, nie zważając często na to, że innych w ten sposób wolności pozbawiamy. Zadziwiające jest jednak to, że w tym samym czasie o naszą wewnętrzną wolność prawie nie walczymy. Jesteśmy gotowi z dziecięcą naiwnością oddać się w niewolę elektronicznym przedmiotom, używkom, ideom, popędom i zachciankom.

Tymczasem to właśnie od tej wolności w naszym sercu zależeć będą ważne decyzje w naszym życiu. Jeśli chcemy wybierać mądrze i podążać za głosem Boga, potrzebujemy stworzyć przestrzeń, w której On będzie mógł nam proponować rzeczy, których sami byśmy nie wybrali. Jeśli pozostaniemy w naszych przywiązaniach, naszej wizji świata i naszych pomysłach, nigdy nie zdołamy przekroczyć tej ważnej granicy.

Święty Ignacy Loyola mówił dużo tzw. świętej obojętności. Nie chodzi tu oczywiście o to by cokolwiek traktować z lekceważeniem, ale o to, „byśmy z naszej strony nie pragnęli więcej zdrowia niż choroby, bogactwa więcej niż ubóstwa, zaszczytów więcej niż wzgardy, życia długiego więcej niż krótkiego” (ĆD 23). To jest właśnie ideał wolności, kiedy jesteśmy gotowi na przyjęcie każdej sytuacji i każdej drogi.

Jeśli chcesz uczciwie poszukiwać swojej drogi i pytać Boga gdzie iść, nie unikniesz pytania o wolność. Nie możesz bowiem wybierać, jeśli tak naprawdę szczerze bierzesz pod uwagę tylko jedną z opcji. Nie daj się zniewolić myśleniu tego świata – rozwiń skrzydła i leć w nieznane. Bądź wolny!

 

7 - Decyzja

Jeśli mamy jakiś kryzys oprócz finansowego w XXI wieku, to z pewnością jest to kryzys podejmowania decyzji i brania za nie odpowiedzialności. Wyraźnie widać to po osobach, które nie mogą się zdecydować na zmianę pracy, na ślub, na dziecko, na to gdzie pojechać na wakacje... wszystko stało się dużo bardziej skomplikowane i wymagające ogromnych kalkulacji. Tymczasem Bóg jest prosty i mówi nam: „idź do przodu”. Nie stój na rozdrożu, bo to nie jest miejsce na budowanie swojego mieszkania.

Brak decyzji też jest decyzją. Niestety jednak najgorszą z możliwych, bo oddaje ona nasze życie w ręce tych, którzy chcą na nim zrobić dobry interes. Jeśli wydaje nam się, że nie wybierając nic, zostawiamy Panu Bogu pole do działania, to może się okazać, że bardzo się pomyliliśmy. Nie możemy mylić wolności, o której mówiliśmy wczoraj, z trwaniem w wiecznym zawieszeniu, mimo że już wiemy gdzie mamy iść.

Każdy wybór jest dla nas bolesny, bo wiąże się ze stratą tego czego nie wybraliśmy. Dlatego decyzja o życiu zakonnym może być niezwykle trudna – musimy porzucić marzenia o tym co dla większości jest bardzo ważnym elementem wizji przyszłości: rodzinie, kochającym mężu czy żonie, dzieciach, stabilizacji. Jeśli jednak serce podpowiada ci, że On ma inny plan i wszystkie poprzednie kroki udało ci się pomyślnie przejść, nie zatrzymaj się na tym ostatnim. Jeśli cały nasz proces poszukiwań i rozeznawania nie skończy się podjęciem decyzji, okaże się, że straciliśmy czas. Ten ostatni malutki kroczek zmienia wszystko.