Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.

Blisko trzy miesiące od trzęsienia ziemi, wiadomości nie natrajają optymistycznie. Jesteśmy w martwym punkcie. Półtora miliona osób, które straciły domy w wyniku trzęsienia ziemi nadal żyją w mniej lub bardziej zorganizowanych obozach, bez nadziei znalezienia bardziej solidnego schronienia podczas pory deszczowej, która już się rozpoczęła.

Ponowne budowanie kraju potrwa bardzo długo (Haitańczycy twierdza, że nie można mówić o odbudowie, ponieważ to, co było tam wcześniej to nie był prawdziwy "kraj") .

Jeszcze nie wiadomo, gdzie będzie planowana budowa nowych ośrodków edukacyjnych. Szkoły nie zostały ponownie otwarte, ponieważ najpierw musimy uporządkować teren z gruzów, stworzyć przestrzeń dla namiotów, by kontynuować zajęcia na powietrzu. Kiedyż zobaczymy, że to się dokonuje? Place, kościoły, siedziby ministerstw i urzędów, szpitale, sklepy także muszą być budowane, ale nie wiemy gdzie.

W całej tej niepewności, ukazuje się siła i odwaga Haitańczyków. Nie są to ludzie pokonani. Życie odradza się na nowo na ulicach, gdzie kobiety sprzedają żywność, środki czystości, świece i wszystko, co tylko można sobie wyobrazić, jak bywało dawniej. W ten sposób próbują utrzymać rodzinę, ale jest to znacznie trudniejsze niż wcześniej. Widząc dobrze ubranych ludzi na ulicy, nie mogę uwierzyć, że właśnie wyszli z obozu dla uchodźców.

Widać znaki nadziei, kiedy wielu z tych, których prosimy o pomoc w budowaniu nowego Haiti, znajdują sposoby by to czynić. Chociaż wciąż są one nieśmiałe, to z wyznaniem „Dziękuje Bogu, że już rozpocząłem moją własną drogę”.

Wokół domu Sióstr Jezusa, w którym obecnie mieszkam, znajduje się obóz gdzie chroni się 65.000 osób. Przeludnienie jest alarmujące. Jest tam tylko klepisko, które padające deszcze zamieniają w grzęzawisko. Wykopano tam kilka latryn i zainstalowano kilka kabin prysznicowych. Rosnące wszędzie sterty śmieci zbierają łopatami i wywożą taczkami. W niektórych miejscach "strategicznych" zorganizowano dostawy wody pitnej.

Kilka razy spotkałam się z osobą odpowiedzialną za obóz, i dyrektorami różnych małych organizacji. Od początku zwracają się do mnie z prośbą o fundusze, abłamę ręczyć za ich uczciwość, ale doszliśmy do porozumienia, że zoorganizujemy dla nich treningi umiejętności planowania, zapewniające imuznanie ich za oficjalne stowarzyszenia dzialające zgodnie z prawem, a przez co też bardziej wiarygodne, co pozwoli im na lepszą organizację ich działań. I to już zrobiłyśmy. Na zakończenie naszych spotkań powiedzieli mi, „dziękujemy ci zadanie nam wędki. Tak widzę siebie jako wychowawczynię pośrodku tego kataklizmu; pomaganie ludziom w organizowaniu się bez uzależniania ich od pomocy charytatywnej.

We wtorek mam spotkanie z osobami odpowiedzialnymi za 10 obozów dla uchodźców, w Turgeau, jeden z obszarów w tym mieście najbardziej dotkniętych kataklizmem. Poprosili Uniwersytet Quisqueya (jeden z najbardziej prestiżowych w kraju) o pomoc w pracy z dziećmi. A Uniwersytet pokierował ich do nas. Zobaczymy, co możemy zrobić, jak się zorganizować, bo potrzeby są niezliczone.

Wielu z was wysłało pieniądze na pomoc dla Haiti. Realizacje projektów właśnie się rozpoczęły. Wiele osób będzie korzystać z udzielanego wsparcia psychologiczno-pedagogicznegio. Potrzebujemyteraz funduszy na druk dobrych materiałów informacyjnych, jakie otrzymałam od prowincji Meksyku dla psychoterapeutów pomagających ludziom przemieszczającym się na inne obszary. Powoli będziemy w stanie zobaczyć, co jeszcze możemy wspólnie zrobić. Pomoc, która przychodzi ze szkół jest bezpośrednio przekazywana dla szkół w Haiti.

Chcemy wam też opowiedzieć o obozach (półkoloniach) dla dzieci, jakie organizowałyśmy w ostatnich tygodniach w Verrettes i Alè. Były to dwa obozy po dwa tygodnie każdy, w których wzięło udział po 100 dziewcząt i chłopców. Było to w ramach programu, jaki od kilku miesięcy prowadziła organizacja Timoun Tet Ansanm, dla tych dzieci, a RSCJ (czyt. siostry Sacré Coeur) od początku są jego częścią.

Byli tam opiekunowie, kucharki i dwie RSCJ. Byliśmy w regionie gdzie nie ma wody, dlatego musieliśmy przywieźć ją i filtrować i chlorować, aby nadawała się do spożycia. Dziesięcioletnie dziewczynki przybyway niosąc na głowach ciężkie wiadra wypełnione wodą i inne w tym samym wieku, pomagały im je zdjąć.

Każdy dzień rozpoczynaliśmy o godz. 7.30 i kończyliśmy o 15.30. Dzieci zostały podzielone na 10 “rodzin” i miały po cztery warsztaty w ciągu dnia. Było to przede wszystkim doświadczenie radości. Oprócz różnych zajęć była modlitwa na początek i koniec dnia i jedzenie w obfitości. Tematem każdego dnia była jakaś wartość lub postawa: wolność, prawda, miłość, współczucie, radość, sprawiedliwość … i warsztat w kościele, podczas którego każdy zapoznawał się z przypowieścią o synu marnotrawnym i starał się upodabniać do wspaniałomyślnego ojca. Były też gry, zabawy, dni świętowania, spotkania z rodzicami i uroczystość wręczenia dyplomów tym, którzy ukończyli 12 lat i przeszli całą dynamikę programu. Wszystko było planowane i przygotowywane od kilku miesięcy.

Miałyśmy też czas formacji dla pięciu dziewcząt, które pomagały nam podczas półkolonii i które są w procesie rozeznawania swojego powołania. Miały one też bardzo owocne niedzielne skupieni.

Zakończyłyśmy to przedsięwzięcia bardzo zmęczone, ale szczęśliwe. W kraju, w którym ludzie cierpią z powodu braku dobrych pasterzy, szukających wspólnego dobra, dużym pocieszeniem było zobaczyć, że dzieci w Timoun Tet Ansanm mają pasterzy, którzy wiedzą jak o nie dbać i prowadzić je zielone pastwiska (Ez. 34).

 Dziękujemy wszystkim za pomoc i solidarność.

 Matilda Moreno rscj, Josefa Corrada i Esperanza Calabuig, rscj,
Prowincja Puerto Rico-Haiti

Tłumaczenie z języka angielskiego Renata Ryszkowska rscj
tekst źródlowy 1
tekst żródłowy 2
© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA