Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.
JOANNA, 29 lat
Miałam świadomość, że będzie trudno, że będzie zmęczenie i upał. Było trudniej niż się spodziewałam. Byłam zaskoczona ile było znaków Jana Pawła II w Rzymie – na telebimie ciągle było słychać jego głos. Atmosfera była tak przygotowana aby można było odczuwać, że on tam dalej jest. Plac Św. Piotra jest tak zbudowany, że nadaje atmosferę wspólnoty.

Cieszę się, że wybrałam pielgrzymkę pociągiem – dało mi to czas odcięcia się, zostawienia spraw, którymi na co dzień żyję (praca i uczelnia), czas na przemyślenia, czas na poznanie współtowarzyszy podróży. Bycie osobiście na beatyfikacji wiąże się z licznymi łaskami, ze wstawiennictwem Jana Pawła II. Potrzebuję tej łaski aby dokonać dobrych wyborów, aby iść we właściwym kierunku bo świat oferuje nam różne kierunki.

MICHAŁ, 28 lat

Mój wyjazd był zadaniowy – miałem być osobą towarzyszącą Iwonie, która jest reporterem gazety i dziennikarką. Wiele osób prosiło mnie przed wyjazdem o modlitwę, czyli miałem dodatkową misję.

 Jazda pociągiem pomogła tworzyć wspólnotę. Świadectwa wiary innych osób jadących ze mną w przedziale były bardzo mocne. Sam przyjazd do Watykanu i pobyt  Watykanie był trudny ze względu na warunki tam panujące – tłum ludzi, zmęczenie i palące słońce. Ten trud i wysiłek, który był - był ofiarą Bogu, mocniej przyczynił się do wysłania intencji przez wstawiennictwo Jana Pawła II.

MACIEK, 33 lata

Msza święta beatyfikacyjna  wynagrodziła trudy przygotowania i kłopoty organizacyjne. Dla tej Eucharystii przeżyłbym dwa razy tyle trudności. Na beatyfikację nie jechałem z potrzeby serca ale jako organizator. Tak czasem jest w życiu, nie miałem tego w planach. To trochę tak jak ze św. Piotrem, któremu Pan powiedział: Poprowadzę cię, dokąd nie chcesz. Pójdziesz dokądkolwiek cię poślę.

Łaska Mszy Św. w centrum chrześcijaństwa, w sercu Kościoła. I ja w tym wszystkim. Papież jest jedyną osobą w Kościele, która wywołuje we mnie emocje – jest następcą św, Piotra, głową Kościoła. Przeżywałam wielką radość, że mogłem uczestniczyć w tej Eucharystii..

KALINA, 26 lat

Ważne było dla mnie pielgrzymowanie we wspólnocie, radość, pokój i umocnienie, które daje przebywanie z ludźmi wierzącymi.

Nie byłam uczestnikiem pontyfikatu Jana Pawła II, nie interesowałam się jego osobą kiedy żył. Teraz gdy przeżyłam nawrócenie poczułam w sercu, że chciałabym oddać naszemu Papieżowi cześć, podziękować. Ważne było dla mnie, że mogę poprzez tą pielgrzymkę z całym Kościołem, wyrazić swoją wdzięczność Bogu za wspaniałe świadectwo życia i wiary Jana Pawła II. Świadectwo jego życia to wielka łaska dla nas wszystkich. Niosłam ze sobą kilka intencji, które tam oddałam.

I Rzym – jest tak pięknym miastem!

AGNIESZKA, 33 lata

 Ta pielgrzymka dała mi dużo pokoju, zaufania do Boga, że mnie kocha – zaprosił mnie na tą pielgrzymkę.

 W Rzymie odczułam przerażenie tłumem ludzi i zmęczenie.

Równocześnie wiedziałam, że tam miałam być! Przez Jana Pawła II przychodzi do mnie Bóg z miłością ludzi, ich dzieleniem się wiarą. Chce mnie przekonać o swojej miłości.

ZOSIA, 28 lat

Pojechałam na beatyfikację do Rzymu, ponieważ namówił mnie mój chłopak, Sebastian. Byłam wzruszona,że Pan Bóg chciał mojej obecności w czasie beatyfikacji Jana Pawła II w Rzymie. Wcześniej nie planowałam tego wyjazdu. Zobaczyłam w sobie też pragnienie przeżycia Święta Miłosierdzia Bożego w Rzymie. Chciałam tam być, bo wiedziałam,że otrzymam wiele łask Bożych.

Moja Mama jest bardzo związana z Janem Pawłem II. Wierzę,że ona wymodliła ten mój wyjazd. Od dziecka modliłam się razem z Mamą modlitwą Anioł Pański z Papieżem za pośrednictwem telewizji. Tylko stąd znałam papieża Jana Pawła II.

Jedną z łask Bożych było potwierdzenie,że Jezus mnie kocha, ze pragnie mojego szczęścia.

Chciałam też zobaczyć jak się sprawdzimy w trudnych sytuacjach razem z moim chłopakiem Sebastianem.

SEBASTIAN, 25 lat

Chciałem przez tę pielgrzymkę uczcić Jana Pawła II, zwłaszcza,że beatyfikacja Papieża zbiegła się ze Świętem Miłosierdzia Bożego. Było bardzo ciężko, duże zmęczenie, tłum, ale cieszę się,że mogłem uczestniczyć w tej uroczystości. Cieszę się,że mogłem wyspowiadać się w Niedzielę Miłosierdzia w drodze na plac Św. Piotra. Poruszające dla mnie było świadectwo  wielu młodych przyjeżdżających do Rzymu. Cieszę się,że Zosia ze mną pojechała,bardzo wspierała mnie duchowo, bo parę razy chciałem wracać z placu św. Piotra. Nauczyłem się,że nie wolno w życiu się poddawać, zawsze trzeba mieć nadzieję.

IWONA, 26 lat

Wyjazd na tę pielgrzymkę był dla mnie podwójnie ważny, zarówno od strony duchowej, jak i zawodowej. Z jednej strony chciałam być na beatyfikacji Jana Pawła II, ponieważ był On osobą, którego nauczanie kształtowało moje podejście do wielu spraw. Miałam czas, kiedy zaczytywałam się w nauczaniu Jana Pawła II odnośnie małżeństwa i życia poczętego. Z drugiej strony towarzyszenie pielgrzymom było dla mnie reporterską przygodą. Chciała być w tym historycznym miejscu i w tym czasie i usłyszeć bezpośrednio,że Jan Paweł II jest błogosławionym.

S.VIOLETTA ZAJĄC  RSCJ Zgromadzenie Najświętszego Serca Jezusa (Sacre – Coeur)

Miałam wielkie pragnienie być na beatyfikacji Jana Pawła II w Rzymie, uczestniczyć bezpośrednio w tym historycznym wydarzeniu, dziękować Papieżowi za jego wstawiennictwo u Boga, za świadectwo Jego życia i powierzać Bogu za Jego pośrednictwem intencje mojej rodziny i Zgromadzenia. Jan Paweł II był dla mnie Ojcem duchowym, pomógł mi przez swoją miłość bardziej doświadczyć miłości i bliskości Boga Ojca. Na pielgrzymkę pojechałam specjalnym pociągiem „Popiełuszko” z mała grupą młodzieży. Było to też dla mnie doświadczenie bycia w Kościele powszechnym, szerokim obejmującym ludzi z całego świata.

W dniu beatyfikacji miałam cały Kościół w „pigułce” na Placu św. Piotra. To doświadczenie i podobne w innym czasie, pomagają mi głębiej zakorzeniać się we wspólnocie Kościoła, rozszerzać swoje spojrzenie, rozumienie i wrażliwość na Kościół w świecie.

Totus Tuus - oddanie całkowite Papieża Matce Bożej i przez Nią Jezusowi. Było to dla mnie wezwaniem do jeszcze głębszego całkowitego oddania siebie Bogu, do przyjęcia tego co niesie historia mojego życia i misji.

Na pielgrzymkę pojechałam z grupą młodzieży,która nie znała się wcześniej, ale od początku zaczęła  tworzyć wspólnotę dzieląc się swoją wiarą i radością z dużą otwartością.

Na początku pielgrzymki otworzyliśmy Pismo Św. patrząc jakie Słowo Pan nam da na ten czas. Była to przypowieść  o ziarnku gorczycy. Doświadczyliśmy, jak to Słowo Boga realizuje w naszej małej wspólnocie. Każdy z nas był takim małym ziarnkiem gorczycy dla drugiego. Dzięki temu mogło Królestwo Boże rozrastać się w sercu każdego z nas. Sama przyjechałam do Polski z nowa nadzieją i ufnością, z pragnieniem większej miłości Boga i człowieka, z odnowioną radością. To było dla mnie nowe Zesłanie Ducha Świętego. Bóg do mnie mówił przez osobę Jana Pawła II, ale też przez tych młodych w których odkrywałam to, czym żył Jan Paweł II: pragnienie całkowitego oddania Bogu, radość oraz pasję dzielenia się swoją wiarą i nadzieją z innymi.

 

 

 

 

 

 



Lista wszystkich artykułów Zobacz artykuł Edytuj artykuł Kategorie artykułu Dodaj/edytuj zdjęcia Dodaj/edytuj pliki Usuń artykuł

"Rekolekcje były dla mnie niezwykłym doświadczenie coś innego i niesamowitego, okazja do zmagania się ze swoim gadulstwem, ale także czasem by w skupieniu lepiej poznać samą siebie i swoje słabości a przy tym wszystkim dały siłę do walki z nimi i pójścia w świat z radością i otwartością na innych. Mówiąc w skrócie polecam każdemu kto żyje w ciągłym biegu i chce odkryć sens tego co robi na co dzień lub potrzebuje potwierdzenia słuszności swoich działań."

****

 „Rekolekcje w milczeniu - to był dla mnie wyjątkowy czas. Myślę, że dla Pana Boga też – mógł wreszcie mówić do mojego serca – a ja mogłam wreszcie spokojnie słuchać. Albo po prostu przy Nim trwać. To był dobry czas – nie tylko dla wzmocnienia więzi z Bogiem, ale nawet odkrycia jej zupełnie na nowo. Nie chcę robić jakiejś wielkiej reklamy, żeby ktoś nie przyjechał na rekolekcje dla jakiś wielkich oczekiwań. Ale czy nie jest po prostu miło, gdy można Bogu oddać kilka dni, żeby z nimi zrobił co zechce? On na pewno ma pomysł dla każdego na takie spotkanie – dla mnie miał fantastyczny, choć czasem wymagało to ode mnie większego wysiłku. Myślę, że szczególnie w szybkim tempie życia i nawale spraw warto wywalczyć czas dla tej relacji, która jest najważniejsza”. - Ula.

****

„Gorąco polecam każdemu . Naprawdę dobry czas, bezmiar Bożej Miłości, wieczny Skarb " Lidia

*****
Gdyby człowiek częściej słuchał swojego serca, miałby dużo mniej problemów – byłby dużo szczęśliwszy
…– taka myśl nasunęła mi się po rekolekcjach organizowanych przez Siostry Sacre Coeur w Poznaniu . Od 7 do 13.07.11 przeżywaliśmy tam Fundament rekolekcji ignacjańskich. Przez 5 dni milczeliśmy i medytowaliśmy nad tajemnicą Bożej miłości ku nam, wspierani nieocenionym doświadczeniem Sióstr Renaty, Maryli i Lidii. Mimo ciszy na zewnątrz, wcale nie miałam wrażenia, że milczę – do głosu doszło moje wnętrze, nagle jakby obudzone, w codzienności spychane gdzieś na bok. Tych kilka dni było najpiękniejszą i najciekawszą wycieczką, w jakiej kiedykolwiek brałam udział, i to z najlepszym Przewodnikiem – wycieczką po mojej duszy (dotąd terra incognita…?) prowadzoną przez Pana Jezusa. Bóg zapłać Siostrom za możliwość przeżycia tej przygody!”.

****

„Bóg JEST. Naprawdę. Mówi do nas poprzez Pismo Święte. Zaprasza na poważne rozmowy o życiu, ale przede wszystkim chce zwierzyć się z ogromnej MIŁOŚCI, którą ma dla Ciebie i dla mnie. Daj sie zaprosić na spotkanie z nim. ON CZEKA”.

****

Najważniejsze spotkanie
   Zapowiadało się moje kolejne, studenckie lato, a wraz z nim wątpliwości jaki kierunek temu wakacyjnemu okresowi i wogóle mojemu życiu nadać. Wśród różnych pomysłów na siebie, swoje życie i najbliższe letnie miesiące w myślach najgłośniej brzmiała mi chęć.. ucieczki, zastanawiało tylko dokąd i kiedy.
Pewnego deszczowego, poranka w studni internetowej wpadłam na hasło: rekolekcje w milczeniu, spodobało się. Pomyślałam, że byłaby to właśnie ta ucieczka od codziennych zajęć, pracy, nauki, ludzi, zwykłych problemów, niezaleczonych ran, trudnych spraw. Potrzebowałam też poprawić sobie kontakt z Bogiem "wyciszyć się i otworzyć na łaski" z nastawieniem wręcz takim, że na rekolekcje pojadę po to do Pana Boga, żeby mi uzupełnił to, co mi się od niego należy..
    Docierając do Sióstr prowadzacych rekolekcje Ignacjańskie w milczeniu, w Poznaniu spotkało mnie początkowo wszystko to co miało mnie tam, w moim przekonaniu spotkać: przemiłe siostry, ciekawi współuczestnicy tych cichych dni, inne miasto, spokój, Pan Jezus w Swojej Kaplicy, który za chwilę miał się ze mną radośnie spotkać i dać mi jakiś cud. Perwsza medytacja nad słowem Bożym była pięknym doświadczeniem - jakby orzeźwiajacą wodą duchową i pewnością, że poznam i niemal zaraz "uchwycę samego Pana Boga" i wszystko zrozumiem.
    Nastała klauzula milczenia, a wraz z nią coś czego w planach nie było... wewnętrzne rozdarcie, krzyk, ból. Przerażenie mojego wnętrza spotęgował jeszcze bardziej obrazek- wylosowany z kilkunastu, przygotowanych dla naszej grupy rekolekcyjnej przez jedną z sióstr. Obraz ten przedstawiający, strapinego człowieka, za którym stoi jasny anioł, przed którym w dziwnej pozie, ciemne barwy wprowadza szatan.
    W kolejnych programowych medytacjach nad pismem świętym, w spotkaniach w ciszy z Panem na modlitwie... ja wcale nie potrafiłam się już modlić, słyszeć jego słów, nie czułam w swoim sercu i umyśle niczego i nikogo. Nie mogłam zrozumieć jak może przytrafiać się to mi -  wierzącej przecież osobie (?!). Pojawiły się także inne problemy. Przy całej staranności mojej małej, chwilowej ucieczki od swojego życia, zapomniałam, że od siebie przecież uciec nie mogę.
   Rekolekcje w milczeniu to niezwykły czas, w którym spotkać można i chyba najbardziej potrzeba spotkania: Ja- Mój Bóg, oraz spotkania z samym sobą.
    Uciekając od siebie- swojego nieuporządkowanego życia, nie mogłam usłyszeć Boga. Słysząc tam na różnych konferencjach: Jak bardzo Bóg mnie kocha, jaka jest Jego niezwykła i nieogarnięta przez człowieka miłość,wydawało mi się, że są to słowa skierowanie tylko do innych ludzi wokół mnie, nie do mnie, bo przecież ja nieudolna uciekinierka przywiozłam całe swoje wnętrze ze sobą na te rekolekcje, a przecież takiej jak ja, On kochać nie może.
Każde słowo miłości, szatan zagłuszał mi szepcząc jak gdyby Miłość Boga nie była prawdą! Racjonalizam i podszepty złego nie dawały mi spokoju, z płaczem oznajmiłam siostrze, że już nie mogę i wracam do domu!
Nie poddając się emocjom, jadnak zostałam do końca.
    Ta wewnętrzna walka trwała we mnie jeszcze jakiś czas, stałam się już chyba sama tą starpioną postacią z mojego obrazka, z oczu płynęły łzy, ale czuję, że walka ta przyniosła też chwałę Panu i cieszę się, że to On naprawdę we mnie zwyciezył!
     Otwierając powoli swoje skryte serce z całym jego nieporządkiem, żalem, grzechem; otwierając siebie w prawdzie- bez uciekania. .. przed kierownikami duchownymi tych rekolekcji otrzymałam tak wielką łaskę, od której - wiem z całą pewnością nie ma nic cenniejszego. Otóż usłyszałam, w końcu na modlitwie głos Mojego Boga, który pukał do mojego serca, ale często w zatwardziałości, braku pokory i w wewnętrznej walce widziałam Go tylko, jako pismo, zbitek zdań i liter w Piśmie Świętym; Boga, który jednak w końcu zburzył moje mury, mój lęk, pychę i słowa dotąd słyszane pozwolił mi USŁYSZEĆ. MIŁOŚĆ- POCZUĆ
Mogłabym długo pisać o przeżyciach, sytuacjach typowych i zaskakujących, i pięknych- milczących, a jakże głębokich spotkaniach z innymi ludźmi, jednak aby zrozumieć świadectwo takich rekolekcji, trzeba pozwolić- najlepiej sobie samemu je przeżyć:)
Najważniejsze słowo które dał mi MÓJ Bóg na drogę do domu to : TRWAJ!
Wiem, że dostając od Niego to niezwykłe doświadczenie i rzeczywiście Trwając w Jego miłości nie mam czego się lękać, przed czym w życiu uciekać, bo On pomoże odnaeźć mi drogę i na całe szczęście uczy mnie pokory.
     Proszę wszystkich którzy się wahają, uciekają, boją, aby zaufali Panu i dali się zapro  sić na to Najważniejsze spotkanie, spotkaniez Nim, które wyzwala człowieka!
     Prosze o modlitwę: o siłę dla mnie bo to najlepsza duchowa pomoc bliźniemu od bliźnich!

Z Panem Bogiem.  Joanna

 

GALERIA ZDJĘĆ

Kolejna seria już we wrześniu w Pobiedziskach k/ Poznania. Jeśli te świadectwa poruszyły Twoje serce i pragniesz spotkania z Bożą miłością w ciszy swojego serca to zapraszamy od 16 do 21 września 2011 r. do Pobiedzisk.

kontakt
s. Renata Ryszkowska rscj
Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.
kom. 608713103
DROGA KRZYŻOWA NA PODSTAWIE MYŚLI ŚW. MAGDALENY ZOFII BARAT

+ Stacja 1 +
Jezus na śmierć skazany

„Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone” (Łk 6,37).
       * „Jeśli każdy z nas będzie szukać we wszystkim Jezusa, nie własnego interesu, wtenczas łatwo dojdzie się do porozumienia. Nasze własne pretensje wszystko psują. Umiłujmy pokorę, a trudności usuną nam się z drogi”.
       * „Bądźcie pokorni, ale nie pokorą polegającą na słowach i przelotnych uczuciach, ale taką, by wam serce przepełniała radość, gdy was inni uważać będą za niedoskonałych i nędznych, gdy wam to dadzą poznać przez napomnienie, obojętność lub wzgardę”.
       * „Niechaj inni nas wyprzedzają, niech o nas zapomną, niechaj nawet nami pogardzają, my jedno tylko powtarzajmy: słusznie to mi się należy”.

+ Stacja 2 +
Jezus bierze krzyż na swe ramiona

„Potem mówił do wszystkich: Jeśli kto chce iść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia bierze krzyż swój i niech Mnie naśladuje” (Łk 9,23).
       * „Brzemię Chrystusa jest słodkie i lekkie, lecz tylko dla dusz wiernych i żarliwych. Bolesne i ciężkie staje się ono dla dusz słabych, leniwych, a zwłaszcza dla letnich”.
       * „Dźwiga ono tego kto je dźwiga, lecz przygniata tego, kto je wlecze”.

+ Stacja 3 +
Jezus pierwszy raz upada pod krzyżem

„Niech przeto ten, komu się zdaje, że stoi, baczy, aby nie upadł” (1 Kor 10,12).
       * „Powinniśmy z wdzięcznością przyjmować z ręki Bożej i zło i dobro, zarówno bowiem jedno, jak i drugie przyczynia się do naszej doskonałości, o ile potrafimy z niego skorzystać”.
       * „Odrobina próżności, jeden zwrot ku sobie, mogą zamknąć źródło łaski. Jezus jest bardzo zazdrosny o swe dary – przychodzą one od Niego i powinny wracać do swego źródła”.

+ Stacja 4 +
Jezus spotyka swoją Matkę


„Jezus im odpowiedział: Moją matką i moimi braćmi są ci, którzy słuchają słowa Bożego i wypełniają je” (Łk 8,21).
       * „We wszystkim należy szukać raczej tego, co jest miłe Bogu, niż tego, co nam jest miłym”.
       * „Jesteśmy wezwani, by wypełniać przykazanie, które Jezus nazwał „swoim” przykazaniem miłości”.
       * „Z miłością ku Bożemu Sercu wznieśmy się ponad naturę, ponad ludzką roztropność. Działajmy w duchu wiary i dla spełnienia woli Bożej”.

+ Stacja 5 +
Szymon z Cyreny pomaga dźwigać krzyż Jezusowi


„Tak bowiem jest: Kto skąpo sieje, ten skąpo i zbiera, kto zaś hojnie sieje, ten hojnie też zbierać będzie. Każdy niech przeto postąpi tak, jak mu nakazuje jego własne serce, nie żałując i nie czując się przymuszonym, albowiem radosnego dawcę miłuje Bóg” (2 Kor 10, 6-7).
       * „O jakże czasy, w których żyjemy, żądają od nas żarliwości, wierności i wspaniałomyślności. Wejdźmy na tę drogę: nasz czas i trud pójdą na marne, jeśli nie osiągniemy tego potrójnego celu”.

+ Stacja 6 +
Weronika ociera twarz Jezusowi


„Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25,40).
       * „Jedna zbawiona dusza znaczy więcej niż nasze życie”.
       * „Tylko miłością, tym łącznikiem i zjednoczeniem, możemy zbawić dusze. Jeśli ona osłabnie, wtenczas równocześnie wszystkie nasze środki zawiodą”.
       * „Wszystkie nasze czyny są z natury swej niby ołów – podłe i bez wartości – lecz zjednoczone z działaniem Jezusa, zmieniają się w najczystsze złoto”.

+ Stacja 7 +
Jezus drugi raz upada pod krzyżem

„A my, którzy jesteśmy mocni [w wierze], powinniśmy znosić słabości tych, którzy są słabi, a nie szukać tylko tego, co dla nas dogodne. (...) Przecież i Chrystus nie szukał tego, co było dogodne dla Niego, ale jak napisano: Urągania tych, którzy Tobie urągają, spadły na Mnie” (Rz 15, 1.3).
       * „Zbawiciel nasz znosi nędze dusz, kocha dusze tą miłością przedwieczną, uniewinnia je i przebacza im winy; a my – ileż więcej mamy powodów, by znosić naszych bliźnich”.
       * „Trudno jest wszystkim dogodzić, starajmy się jednak zrobić jak najlepiej i trwajmy w pokoju”.

+ Stacja 8 +
Jezus upomina płaczące niewiasty

„Wy jesteście solą dla ziemi (...). Wy jesteście światłem dla świata. Nie może się ukryć miasto położone na górze. Nie zapala się też światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu. Tak niech świeci wasze światło przed ludźmi, aby widzieli wasze dobre uczynki i chwalili Ojca waszego, który jest w niebie” (Mt 5,13-16).
       * „Straszne są spustoszenia, jakie w duszy czyni pycha. Przykład Zbawiciela jakby nie istniał dla tych biednych dusz, zawsze wpatrzonych tylko w siebie i niezadowolonych”.
       * „Jeżeli nasze serca nie będą opróżnione, nie będzie w nich miejsca na dary Boże. Trzeba nieodwołalnie z nich usunąć wszelkie szukanie siebie, miłość własną, słowem wszystko, co może je wypełniać poza Bogiem”.
       * „Prawda, że nie można pozbyć się swego charakteru tak jak się zdejmuje suknię. Jest to praca całego życia. Wynik osiągniemy przy pomocy łaski Bożej i przy nieustannym wysiłku”.
       * „Bez umartwienia i bez pokory nie ma świętości”.

+ Stacja 9 +
Jezus trzeci raz upada pod krzyżem

„Aby nie wynosił mnie zbytnio ogrom objawień, dany mi został oścień dla ciała, wysłannik szatana, aby mnie policzkował – żebym się nie unosił pychą. Dlatego trzykrotnie prosiłem Pana, aby odszedł ode mnie, lecz Pan mi powiedział: Wystarczy ci mojej łaski. Moc bowiem w słabości się doskonali” (2 Kor 12,7-9).
       * „Niech was nie dziwią wasze nędze, nie zagłębiajcie się w nich, ale ze wzmożoną ufnością spieszcie do źródeł Boskich obfitości. Tym szczodrzej na was spłyną, im większą napotkają nicość i próżnię”.
       * „Choćbyśmy w ciągu dnia tysiąc razy upadli, jeśli wieczorem – przy rachunku sumienia – powstajemy na obie nogi, możemy radować się zwycięstwem”.

+ Stacja 10 +
Jezus odarty z szat


„A Ja wam powiadam: Nie stawiajcie oporu złemu. Lecz jeśli cię kto uderzy w prawy policzek, nadstaw mu i drugi! Temu, kto chce prawować się z tobą i wziąć twoją szatę, odstąp i płaszcz! Zmusza cię kto, aby iść z nim tysiąc kroków, idź dwa tysiące!” (Mt 5, 39-41).
       * „Najlepszym środkiem na wszystko jest pokora, nawet wobec tych, względem których się nie zawiniło”.
       * „Upokarzać się nawet wówczas, gdy mamy rację, powinno stać się naszą drugą naturą”.
       * „Jeżeli Bóg żąda od nas skrawka, oddajmy Mu całą szatę”.
       * „Mędrcom wystarcza mało. Jeszcze mniej wystarcza świętym”.
       * „Bóg dostatecznie jest dobry i potężny, aby zastąpić nam wszystko”.

+ Stacja 11 +
Jezus przybity do krzyża

„Przechowujemy zaś ten skarb w naczyniach glinianych, aby z Boga była owa przeogromna moc, a nie z nas. Zewsząd znosimy cierpienia, lecz nie poddajemy się zwątpieniu; żyjemy w niedostatku, lecz nie rozpaczamy; znosimy prześladowania, lecz nie czujemy się osamotnieni; obalają nas na ziemię, lecz nie giniemy. Nosimy nieustannie w ciele naszym konanie Jezusa, aby życie Jezusa objawiło się w naszym ciele” (2 Kor 4, 7-10).
       * „Potrzeba nam utrzymania się w stanie obojętności w stosunku do tego, czego byśmy pragnęli, co się nam podoba. Pan Bóg chce dla nas tego krzyża, który wybrał też dla Siebie”.
       * „Trwajmy w naszej maleńkości i nicości (...). Chlubmy się naszym poniżeniem i zagłębiajmy się w nim, a znajdziemy Jezusa, ten najcenniejszy klejnot nieba i ziemi”.
       * „On dopełni nasze braki, byleby ufność nasza ku Niemu była bez granic”.
       * „Bóg widzi intencję i nagradza ją, a nie wyniki, które nie zawsze są od nas zależne”.

+ Stacja 12 +
Jezus umiera na krzyżu


„Kto chce zachować swoje życie, straci je, a kto straci swe życie z powody Mnie i Ewangelii, zachowa je” (Mk 8,35).
       * „Gdzie umiera natura, tam rodzi się łaska”.

+ Stacja 13 +
Jezus zdjęty z krzyża i oddany Matce


„Symeon (...) rzekł do Maryi, Matki Jego: Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu.” (Łk 2,34-35).
       * „Nie cofajmy się nigdy przed tym, co nas kosztuje. Nie lękajmy się nigdy tego, co nas kosztuje”.
       * „Nie lękajmy się cierpienia, bo ono daje wzrost naszej duszy”.
       * „Trzeba cierpieć, by osiągnąć Boga – doprawdy zbyt często o tym zapominamy”.

+ Stacja 14 +
Jezus złożony w grobie

„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli ziarno pszenicy wpadłszy w ziemię nie obumrze, zostanie tylko samo, ale jeżeli obumrze, przynosi plon obfity” (J 12, 24).
       * „Serce zjednoczone z Jezusem jest jak ziarno, które przynosi stokrotny plon”.

Zakończenie:

       „Niechaj moje milczenie, o Panie, uczyni miejsce dla Twego słowa,
              mój odpoczynek – dla Twego działania,
              moja śmierć - dla Twego życia”.

Przygotowała s. Anna Żamojda RSCJ

Jeden z braci Wspólnoty napisał krótkie rozważanie na temat przekonania Pierra Teilharda de Chardin o tym, że nie można rozdzielać wiary od troski o świat:

Dziecko ściska w ręce kawałek drewna. Wtedy przez głowę przemyka mu myśl: to drewno kiedyś zgnije. Chwyta więc kamień, ale wie, że również on skazany jest na zniszczenie. Bierze przedmiot z żelaza. Sądzi, że wreszcie odnalazło coś odpornego na zniszczenie. Pierre Teilhard de Chardin, urodzony w 1881 roku, jako dziecko miał podobne doświadczenie. Szukał czegoś, co nie podlegałoby śmierci.

Wstąpił do zakonu jezuitów, słynącego w świecie z wiedzy i tam rozwinął ideę wiary chrześcijańskiej, która odwoływała się do wrażliwości mężczyzn i kobiet żyjących w jego epoce, bardziej świadomych swojej władzy, dzięki której mogą zmieniać świat, ale jednocześnie bardziej zalęknionych perspektywą powszechnej śmierci.

Teilhard zdaje sobie sprawę z faktu, że dla ogromnej liczby współczesnych mu ludzi, realny wydaje się tylko ten świat, który widzą. Mówienie o Bogu w sposób, który pomija ten fakt, to nieumyślne wspieranie niedowiarstwa. Jest przekonany, że Bóg traktuje ten świat poważnie i jedynie traktując poważnie tę informację chrześcijanin mógłby przybliżyć współczesnemu społeczeństwu postać Chrystusa. Kiedy Teilhard akceptuje rzeczywistość taką, jaka ona jest, nie widzi już śmierci, ale Zmartwychwstanie, które istnieje w zgodzie z tym światem. Zmartwychwstały Chrystus nie konkuruje z tym światem, ale jest Tym, który zapewnia mu przyszłość. To właśnie, co Teilhard potrafił połączyć, inni przedstawiali jako sprzeczności. Odkrył też stan ducha, w jakim niektórzy chrześcijanie z pierwszych wieków po Chrystusie rozumieli chrześcijaństwo. Na przykład św. Ireneusz, biskup Lyonu, żyjący w drugim wieku, nigdy nie stawiał w opozycji świata stworzonego i wiecznego życia z Bogiem. Filozof Marice Blondel, współcześnie żyjący z Teilhardem, uchwycił jego myśl, o czym świadczą następujące słowa: „Boimy się coś pomieszać, ale raczej trzeba bać się tego, że nie wystarczająco łączymy… Rzeczywiście, lęk przed pomieszaniem istnieje wtedy, gdy nie potrafimy czegoś umiejętnie połączyć. Jeżeli dzisiaj zbyt często całe życie ludzkie oderwane jest od chrześcijaństwa, to dlatego, że być może zbyt często wykorzeniano chrześcijaństwo z najgłębszych zakątków duszy człowieka.” (cytowany przez Henriego de Lubaca w Teilhard Posthumous).

Teilhard pragnął, żeby współcześni mu ludzie dostrzegli „głęboki związek istniejący pomiędzy triumfem Chrystusa a powodzeniem dzieła, które swoim wysiłkiem człowiek stara się budować tutaj, na ziemi.” Odkrył w Piśmie nie to, co deprecjonuje ziemskie zadania, ale to, co sytuuje je w perspektywie przyszłości. Nie uważał, jak często miało to miejsce, że praca ludzka jest „karą”, ale że jest dopełnieniem człowieczeństwa. To nie oznacza iż Teilhard myli osiągnięcie sukcesu na ziemi z Królestwem Bożym. On wie, że działanie Boże musi wszystko przemienić. A tym, co Bóg przemieni, jest właśnie ten świat.

Potwierdzenia trafności wielkiej intuicji ojca Teilharda, szukać można nie gdzie indziej, jak w Eucharystii. W co przemienia się chleb i wino, „owoc ziemi i pracy rąk ludzkich”? Stają się one Ciałem i Krwią Chrystusa. Oznacza to, że czeka je niespodziewana przyszłość, której nie mogą same sobie zapewnić. Teraz łatwiej zrozumieć słowa Teilharda: „W rzeczywistości nie tyle poczucie Przygodności istnienia, ale poczucie nieustannego wzajemnego dopełniania się Świata i Boga, pozwala trwać Chrześcijaństwu.”

Siostra Beata Florek RSCJ pracuje od 6 lat w Liceum Ogólnokształcącym Nr 2 z Oddziałami Dwujęzycznymi w Gdyni. Założyła tam Szkolne Koło Caritas i jej działalność została wyróżniona nagrodą dla samarytanina Roku podczas Obchodów Światowego Dnia Wolontariusza a Szkolne Koło Caritas w Zespole Szkół Ogólnokształcących Nr 2 w Gdyni otrzymało tytuł Samarytanina Roku 2009.

Siostra Beata ma prawdziwy dar zarażania młodzieży swoją pasją w angażowaniu się na rzecz potrzebujących, jak dobra wychowawczyni wydobywa z nich to, co najlepsze i pomaga, by sami dostrzegali potrzeby ludzi, wśród, których żyją. Jednym z poważnych problemów, jakie zauważyli młodzi ludzie, a dotykającym ich rówieśników, jest kłopot związany z dojazdami do szkoły, szczególnie zakup biletów miesięcznych. Dlatego też cyklicznie organizują na terenie szkoły różne akcje, by zbierać fundusze na ten właśnie cel. Szczególnym powodzeniem cieszy się akcja sprzedawania ciast przygotowywanych przez uczniów przed zebraniami z rodzicami.

Przed Świętami Bożego Narodzenia, w dniu 6 grudnia rozpoczynają akcję „Pluszak dla przyjaciela”. Jest to loteria fantowa, podczas której zakupione maskotki są ofiarowywane przez św. Mikołaja, jako upominek wybranej osobie. Równolegle SKC angażuje się w akcję Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom. Młodzi starają się upowszechniać idee solidarności i pomocniczości przez uroczystą ceremonię przekazania klasom Światełka Betlejemskiego.

Wcelu rozwijania kontaktów pośród młodzieży, Koło we współpracy ze Szkolnym Klubem Sportowym „Dwójka” organizuje zawody tenisa stołowego dla dzieci i młodzieży z gdyńskich szkół.

Szkolne Koło Caritas nie ogranicza się jednak do działalności we własnym kręgu, o czym najlepiej może świadczyć chociażby aktywna współpraca z Gaudium Vitae. Stowarzyszeniem pomagającym kobietom bronić i wychować poczęte dziecko. Młodzież SKC, co roku organizuje dla podopiecznych zbiórkę środków czystości, odzieży oraz słodyczy w okresie Bożego Narodzenia i Dnia Dziecka.

Wolontariusze wychodzą chętnie ze swoją działalnością poza teren szkoły, czego przykładem niech będzie Akcja Znicz - sprzedaż zniczy na terenie parafii, z której dochód przeznaczony jest na cele charytatywne.




Ponadto należy choćby wspomnieć o aktywnym zaangażowaniu członków SKC w akcję „Młodzi Młodym – Gdynia 2009” „Miłości dodaj mi skrzydła” niosła ze sobą ducha nadziei dla tych, którzy znajdują się w trudnej sytuacji materialnej. Caritas obejmuje ich pomocą w ramach programu stypendialnego - „Skrzydła”.



Zaangażowana w nią młodzież, dzięki nawiązaniu współpracy, zarówno między sobą jak i z poszczególnymi instytucjami, pragnęła zrealizować wytyczone uprzednio cele, takie jak zbiórka funduszy na rzecz programu stypendialnego „Skrzydła”, oraz pobudzenie działalności społecznej mieszkańców miasta czy też nawiązanie głębszej współpracy pomiędzy uczniami gdyńskich szkół. W tym celu zorganizowano przejazd rowerami po głownych ulicach Gdyni i zachęcano do wspierania programu "Skrzydła". Cel był świetny a i zabawa przy tym wysmienita.
              
Hmm… na kilka godzin:
zdjąć z siebie bagaż codziennych zajęć…
maratońskie biegi przez ulice miasta…
w końcu poczuć, że wbrew pośpiechowi MAM CZAS…
odpocząć w Ciszy…

 Marzysz o tym? Phaj serca i jego tęsknoty za szukaniem i odnalezieniem Sensu, Miłości, Boga, autentycznych relacji…

 Dni skupienia są właśnie po to, aby się zatrzymać, zasłuchać, zawierzyć Sercu, które zna moje serce i pragnie…

 29.10.2011. Grabów.

Spotkania z Bogiem i z sobą samym służyły zatrzymaniu się, tak aby po tym dniu z nową radością i mocą żyć w codzienności.

Mieliśmy czas na spacer, konferencję, modlitwę osobistą (medytacja) i wspólnotową (adoracja, Eucharystia), włączenie ciała w rytmy uwielbienia Boga (taniec).

Tematem dnia było Serce Jezusa- Dom boży i Brama niebios. Każdy mógł się przekonać, że naprawdę odpocząć można tylko w Bogu, wtulonym w Serce Tego, który przynosi ukojenie i odpowiedzi na wątpliwości.

 ***

Następny dzień skupienia już 10.12.2011. W tym czasie czeka na każdego Spotkanie z Sercem Jezusa zaskakującym w miłości. Tych wszystkich, którzy mają odwagę pozwolić się zaskakiwać i odkryć, jak bardzo Jezus „zna się na tym” J zapraszamy serdecznie!!! 

Alicja Banach

Zapraszamy do odwiedzenia galerii zdjęć


Dnia 31 stycznia 2010 roku czternaście naszych sióstr z różnych krajów i kontynentów złożyło w Rzymie na ręce naszej przelożonej generalnej Kathleen Conan rscj śluby wieczyste w Zgromadzeniu Najświętszego Serca Jezusa. Była wśrod nich Polka s. Anna Żamojda. Cieszymy się i wraz z nią dziękujemy Bogu za dar powołania.


Probacja to pieciomiesięczny czas odejścia od działań apostolskich, by w międzynarodowej wspólnocie przygotować się do ślubów wieczystych poprzez pogłębienie życia charyzmatem i misją Zgromadzenia oraz 30-dniowe rekolekcje ignacjańskie. Ta ostatnia wspólnota była bardzo różnorodna, tworzona przez 19 sióstr z 12 krajów i 5 kontynentów. Wspólny czas rozpoczęły 3 września 2009 roku uroczystą Eucharystią i otwierającą Konferencją  Przelożonej Generalnej, która zaprosiła siostry do wejścia na trzy święte ścieżki: ich relacji z Bogiem, ich relacji ze światem oraz do kroczenia śladami Założycielki Zgromadzenia św. Magdaleny Zofii Barat i wielu sióstr przed nimi.

Wierne temu zaproszeniu budowały wspólnotę pośród różnorodności, pewne, że zgromadził je Jezus Chrystus, a podążając śladami św. Magdaleny Zofii i dotykając miejsc związanych z początkiem Zgromadzenia pozwalały, by jej życie i droga duchowa kształtowały je. Poprzez dzielenie każdej życiem jej kraju i prowincji, siostry poznawały bliżej bogactwo kultur i trudności z jakimi borykają się kraje czy społeczności. Rozrzerzało to  ich serca i wrażliwość, by usłyszeć wezwania, ból i cierpienie tak wielu ludzi i odważnie na nie odpowiedzieć. Przez pięć miesiecy siostry głęboko wchodziły w samo centrum ich osobistej relacji z Bogiem, tam gdzie doświadczają Jego miłości i wezwania. Z szacunkiem i wdzięcznością pochylały się nad historią własnego życia i powołania. (por. Konferencja Przelożonej Generalnej na zakończenie Probacji)


Uroczysta Eucharystia i Ceremonia złożenia ślubów wieczystych była prawdziwym świętem jedności w różnorodności, gdzie wielość języków i symboli pozwalała wnieść bogactwo różnych kultur w to misterium zjednoczenia wokół stołu Pańskiego.

Zapraszamy do obejrzenia zdjęć w naszej galerii, jak również na naszą stronę międzynarodową.
„Wytrwałość czy cierpienie…?”
„Dyscyplina-wymagania czy złośliwość?”

W tym numerze naszego biuletynu zapraszam was na wycieczkę z przewodnikiem by spojrzeć na wartości, jakimi staramy się żyć i przekazywać w naszej szkole. Pierwszymi  ich beneficjentami są uczniowie.
Niektóre mamy martwią się o swoich synów, którzy są z dala od domu ze względu na naukę w naszej szkole i zastanawiają się, po co „przysparzać cierpienia” swoim dzieciom tam daleko w brusie. Więc te najodważniejsze przyjeżdżają do szkoły i stwierdzają, że ich „malcy” odkrywają, czym jest wytrwałość. Przyglądają się młodym ludziom z internatu i spoza, którzy uczą się w odpowiedzialny sposób dorosłości, podejmując obok obowiązków szkolnych różnorakie prace domowe i gospodarskie.
Doświadczenia, trudy trzeba znosić i jest to nieodłączne od wzrastania w dorosłości!
Gotowanie posiłku (la boule), sprzątanie pokoju, uprawianie swojej grządki, robienie zakupów, pranie ubrań… wymagają dużo wysiłku od tych młodych ludzi. Tak, trudzą się, ale czy można to nazwać cierpieniem? Sądzę, że nie, ponieważ często widać na ich twarzach uśmiech i nie jest on wyrazem cierpienia, ale swego rodzaju dojrzałości, która daje wzrost.
My, nauczyciele podziwiamy ich odwagę i jesteśmy świadkami zmian, które się w nich dokonują – widzimy jak ci mali Kirikou dorośleją!
To co jeszcze można zauważyć, to złe zrozumienie znaczenia słów „stawianie wymagan i złośliwość”. Z tym problemem spotykamy się bardzo często i nie tylko w naszym gimnazjum!    
Od jakiegoś czasu uczniowie uczą się rozróżniać te rożne pojęcia. Stawiają sobie pytania: „Kiedy dyrekcja odsyła kogoś, kto nie płaci czesnego lub nie nosi stroju szkolnego – to złośliwość, czy nie? Czy nauczyciel karzący ucznia, gdy nie odrobił zadania domowego jest złośliwy, czy wymagający? A kiedy wychowawcy nie pozwalają „kraść” tego, co uprawia się w ogrodzie lub wymagają, by pozostawiać narzędzia szkolne w porządku – to dyscyplina, czy złośliwość?”
Z początku odpowiedź brzmiała cichutko, z czasem jednak daje się słyszeć coraz wyraźniej i w pozytywnym tonie: „wprowadzają dyscyplinę i są wymagający, ale nie złośliwi”! Tak więc, powoli, młodzież uczy się prawdy o swoim zachowaniu i o swoich czynach. Jest to nasz wspólny, wielki sukces i myślę, że dzieje się to dzięki pracy na roli, która wnosi pokój do naszych serc!

Dorota Zych rscj

Nowinki…
Kwiecień 2014, ciąg dalszy formacji „Kultura pokoju”. Pan Pascal (z Zarządu Krajowego Szkół Katolickich) miał spotkania z uczniami, nauczycielami i, w tym roku dodatkowo, z rodzicami. Wspólnie, w grupach wyliczaliśmy antywartości, to wszystko, co burzy pokój między nami i na świecie. Rodzice dobrze usłyszeli apel p. Pascala: „Pozwólcie dzieciom się otworzyć! Nasze problemy nie powinny hamować ich rozwoju. Przebaczenie jest silną bronią i przynosi dobre owoce!:

Maj 2014, W ramach Święta Szkół Katolickich w Czadzie ekipa naszej szkoły grała mecz piłki nożnej z młodzieżą z sąsiedniej szkoły w Hidick. Przy tej okazji nasi uczniowie mogli dać świadectwo temu, że są ludźmi, którzy nie stosują przemocy i są nastawieni pokojowo. Ku naszemu wielkiemu zdziwieniu odkryliśmy w drużynie przeciwnika nauczycieli uczących w tej szkole. Zrozumieliśmy, że chcą wygrać za wszelką cenę. Ich zachowanie nie było fair. Choć przegraliśmy 4:2, w głębi serca byliśmy dumni z naszych uczniów. Mimo trudnych momentów podczas tego meczu uczniowie potrafili wyciągnąć rękę do drużyny przeciwnej.
Wygrali coś więcej niż mecz!

Wizyta w szkole jest jak powiew świeżego powietrza dla wszystkich! Nasza szkoła, z bliska i daleka, jest otoczona ludźmi dobrej woli. Ostatnio przyjechał specjalnie do nas p. Octavio z Hiszpanii. Trzeba wiele odwagi, by zdobyć się na przyjazd do Czadu w miesiącu maju, kiedy termometr prawie nie spada poniżej 43 stopni Celsjusza. Miłość jednak czyni cuda. A „solidarność”, jaką wyczuwa się w rozmowie z p. Octavio nie ma sobie równych. Dziękujemy za wszystko!

Koniec maja
Egzamin gimnazjalny pisemny (w klasach) i ustny (w warsztatach). Ten z przedmiotu maszyny rolnicze odbywał się w pomieszczeniu z narzędziami  i sprzętem rolniczym.  Uczniowie musieli wykazać się znajomością praktyczną każdego z nich, co nie zawsze było łatwe. Tego roku jeden z uczniów pomylił sekator ze strugiem - z innymi pytaniami poszło mu lepiej.

Egzamin z przedmiotu hodowla z p. Dyrektorem odbywał się w pomieszczeniach, gdzie przebywają zwierzęta, zaś z przedmiotu rolnictwo pod mangowcami. 20 spośród 23 zdających zaliczyło część zawodową i 22 część ogólną.

Czy  jesteśmy „niesprawiedliwi” wobec tych, którzy nie otrzymali świadectw?
Nasi uczniowie powiedzą: „nie”, jesteście „wymagający”! My zaś mówimy im na pożegnanie: dziękujemy i… odwagi!

W ciągu roku szkolnego 2013/2014, mieliśmy „radość odebrać poród” wielu zwierzaków (oprócz baranów, trzy cielaki i trzy cieliczki). Dzięki rodzicom, którzy pomagają nam w stróżowaniu nasze zwierzęta są dobrze dopilnowane. To stadko zaczyna się stawać powoli „naszą skarbonką” (czymś w rodzaju konta w banku)! Nieść takiego cielaczka na rękach prawie 3 km, bo urodziło się na pastwisku, to znak umiłowania tego, co się robi! Jakie to piękne świadectwo współdziałania na linii „rodzice-szkoła”! Cieszy nas współpraca ze Stowarzyszeniem Rodziców. Są oni zawsze gotowi, by nas wysłuchać i podjąć wspólnie refleksję dla dobrego funkcjonowania szkoły. Dziękujemy Wam, drodzy rodzice!

Kim jestesmy?
Czwórka braci PUDENS z tego samego ojca: Ane Balam (już czwartoklasista), Aayi i Ampoul Abinako (obaj w klasie trzeciej) oraz Kembikot (klasa pierwsza). Pochodzą z Bongor i wykazują się wielką odwagą i wytrwałością w kontynuowaniu nauki w naszej szkole. Oto co mówią o sobie:
Ane – jesteśmy liczną rodziną, ale mój tata zdecydował się posłać nas do Szkoły Rolniczej „Espoir” w Bougoudang, by nas przygotować do przyszłego życia. Dziękuję szkole, która nauczyła mnie jak „budować pokój” i uprawiać ziemię. Szkoła nauczyła mnie życia w grupie, z ludźmi z różnych grup etnicznych, nauczyła mnie mądrości, mówić po francusku. Chciałbym, by była coraz lepiej znana przez wszystkich.
Aayi – Żadna szkoła nie może się równać z naszą. Mój tata o mnie nie zapomniał. Często przywozi mi jedzenie. Jest dobry, płaci za moja naukę. Niczego mi w szkole nie brakuje.
Ampoul Abinako – Ta szkoła jest piękna i to dzięki memu tacie tutaj jestem. Jest ona bardzo ważna i wspaniała. Kieruję moje podziękowania do wszystkich wspaniałych nauczycieli i kolegów.
Kembikot – Niczego mi w szkole nie brakuje. Szkoła pomaga nam rozumieć bieżące wydarzenia oraz dzisiejszy i miniony sposób życia. Pomaga nam również zrozumieć, że wszyscy jesteśmy ludźmi, którzy powinni być solidarni. Uczy nas tolerancji (tzn. szacunku dla  innego sposobu myślenia), bezstronności i prawdomówności. Przede wszystkim zaś jest bardziej interesująca niż najpiękniejsza powieść, ponieważ to, czego uczy nie jest fikcją lecz tym, co się dzieje naprawdę.
Fragmenty ich wypowiedzi (styczen 2014)

Módlmy się za tatę tej dzielnej czwórki, który zmarł w maju. Niech odpoczywa w pokoju!

W imieniu wszystkich uczniów i ich rodziców dziękuję PRZYJACIOŁOM szkoły: z Włoch, Hiszpanii, Belgii, Polski i Korei. Z nadzieją spoglądamy na nowe życie, które rodzi się z naszego wspólnego zaangażowania na rzecz tego dzieła!

Więcej interesujących atykułów

   Grudzien 2014

„Drogocenne kamienie do oszlifowania”

 W każdym roku szkolnym staje przed naszą szkołą ogromne wyzwanie - przyjęcie dziewcząt i chłopców pierwszej klasy. Na rok 2014/2015 mamy 62 uczniów; 48 chłopców i 14 dziewcząt.Patrząc na nich pierwszego dnia stwierdzam, że są jak ‘drogocenne kamienie i perły” ale jeszcze tak naprawdę nie oszlifowane! Wszyscy są uśmiechnięci, ale od czasu do czasu „ostrzy i trudni w obejściu”. Aby dokopać się do ich „spichlerza”, pełnego skarbów, czeka nas ogromna praca. Stajemy się „szlifierzami”!

Każdy z 62 uczniów zdał egzamin wstępny, ale gdybyśmy chcieli być naprawdę wymagający w tej pierwszej klasie, niewielu pozostałoby w szkole. Nasza szkoła jest jedyną szansą dla tych chłopców i dziewcząt, którzy nie mają innej możliwości, by wyrwać się ze swoich wiosek.

Przeszkód jest wiele; jako zasadniczą wymieniłabym język. Nasi uczniowie znajdują się w swoim środowisku, więc porozumiewają się w języku massa. I co z tym zrobić? Pomimo naszych wysiłków i zakazów rozmawiania w innych językach niż francuski znajdują „tysiące wymówek”, by używać języka rodzimego.

Ich reakcje, czasami ostre i bezczelne, mówią nam wiele: że brak jest rodzica, że nie było śniadania o poranku, że dręczy ich choroba… Ich uśmiech też mówi wiele, choć dla niektórych może być irytujący. Nie można ich zrozumieć i rozpocząć wspólnej z nimi wędrówki/drogi, jeśli się do nich nie zbliżymy.

A tą wędrówką jest „ciężka praca nad naszymi drogocennymi kamieniami”. Każdy uczeń jest jedyny w swoim rodzaju; poznając jego historię możemy powoli doprowadzić do tego, że pełnym blaskiem zajaśnieją jego „prawdziwe barwy”.

Rozpoczynając rok szkolny 2014/15, 29 września, za cel przyjęliśmy: „dodać koloru codziennemu życiu szkoły”. Jako grono pedagogiczne „szlifujemy nasze diamenty”, by pewnego dnia mogły pokazać innym jacy są prawdziwie. Wiem, że trzeba nam „wielu ton” cierpliwości, ale wiem też, że szkoła ma wielu przyjaciół, którzy się za nas modlą. Trzymajmy się razem i niech Bóg nam błogosławi! Książę Pokoju nam towarzyszy i rozświetla gwiazdę, która nas prowadzi.

                                                                                                              Dorota Zych rscj
A co u nas nowego?............................

29 września 2014 roku, po zapoznaniu się z regulaminem szkolnym podpisaliśmy własnymi kciukami zamoczonymi w różnokolorowych farbkach nasze zobowiązanie do jego przestrzegania – by przeżyć wspólnie ten rok w radości i z pożytkiem. Każdy na miarę swoich możliwości będzie robił wszystko co możliwe, by się udało i by złożyć „swój kolor – talent” w służbie innym. I tak pierwszoklasiści podjęli zobowiązanie przyłączenia się do społeczności szkolnej.

Ufamy, że wystarczy im odwagi i wytrwałości.

 

Każde święto wymaga przygotowań!

Jak co roku dołożyliśmy wspólnie starań, by dobrze przeżyć Święto Bożego Narodzenia – 22 grudnia. Wszyscy razem – katolicy, protestanci i muzułmanie – nauczyliśmy się robić papierowe kwiatki i łańcuchy. Cóż to była za radość!

Dziedziniec szkolny został pięknie zamieciony. Przez kogo? Przez chłopców! We własnym domu trudno sobie coś takiego wyobrazić; mówi się, że ta praca należy do dziewcząt. Ale w szkole „robimy cuda”, które odstają od naszych przyzwyczajeń.

W dniu samego Święta, przed „włożeniem mięsa do naszego dużego garnka” p. Djob (nowy nauczyciel przedmiotu hodowla zwierząt) zaproponował lekcję pokazową pod tytułem „anatomia kozła”. Jak widzicie, na naukę wykorzystujemy każdą chwilę szkolnego życia.

 Boże Narodzenie jest dogodną okazją, by sobie nawzajem przebaczyć lub podziękować za to, co się dokonało lub przeżyło. By nie zapomnieć zbyt łatwo czym chcemy żyć daliśmy nazwy kilku drzewom, ważnych dla nas wartości. Tak więc mamy tutaj drzewo o nazwie Boże Narodzenie, „Ojcze nasz”, przebaczenie, odwaga, radość, pokój, „proszę”, dziękuję, wdzięczność, prawda, uczciwość, nadzieja i Święta Magdalena Zofia Barat.

Sądzę, że tabliczki bardzo się podobały, bo następnego dnia brakowało aż 6! Nastepnie zginela Matka Boza z Szopki, ale po interwencji i „prosbie” siostry Dyrektor, po paru dniach, na nowo się pojawiła, by nam nadal towarzyszyć!

Oprócz modlitwy tego dnia, w „menu” były następujące propozycje:

      Film „Droga do szkoly”.

      Konkurs o symbolice kolorów (klasy 2, 3, 4). Nasi uczniowie dobrze już wiedzą, że najradośniejszym kolorem jest kolor żółty, a zielony jest kolorem nadziei.

      Konkurs matematyczny i językowy – francuski (klasa 1).

      Niespodzianki przygotowane przez każdą klasę.

Wychowujemy naszych uczniów do wdzięczności i dzielenia się. Prawdopodobnie nie są w stanie ofiarować pieniędzy, mogą natomiast jakiś taniec, piosenkę, wiersz… to się zawsze da zrobić!

      Odbiór nagród-prezentów, m.in. za ilość worków ryżu zebranego w szkole. 28 listopada odbyła się młocka ryżu i uczniowie mieli zgadnac liczbę worków. Zwyciężyła dziewczynka, która obliczyła, że mamy 64 i pół worka.

      Świąteczny posiłek.

      Mecz.  

 Drodzy Przyjaciele Szkoły, życzymy Wam Pięknego Roku 2015,
malowanego głównie kolorem:

żółtym i zielonym!

 Więcej o misji w Boudoudang

 

 

Zofia w wieku 16 lat „PUISER” 

SŁOWO KLUCZ U ZOFII BARAT 

„Zosiu! Jak skończysz lekcje, które ci zadał Ludwik, zejdź na dół. Trzeba, byś naczerpała wody ze studni, zbiorniki są puste…”

Madeleine Fouffé, matka Zofii, często przywoływała ją z góry, gdzie córka odrabiała lekcje. Spuszczanie wiadra na dno studni i wyciąganie, kiedy się napełniło, było codziennym zajęciem Zofii w okresie dorastania. Być może z tego właśnie doświadczenia bierze się to, że często używa ona w listach czasownika „puiser” (czerpać), przywołującego sceny biblijne dziejące się wokół studni: służący Abrahama spotykający Rebekę (Rdz. 24), Jakub spotykający Rachel (Rdz. 29, 1-14), Mojżesz i Sefora (Wj. 2, 15-32) oraz  Jezus i Samarytanka (JN 4)

Wiele niuansów możemy wydobyć z czynności „puiser” analizując zastosowanie tego czasownika w listach pisanych przez Zofię. Pierwszy, uważany za coś oczywistego, jest ten, że znaleźliśmy studnię i mamy do niej dostęp; następny, że na wodę potrzebne jest puste naczynie; że tę wodę żywą trzeba smakować i, w końcu, dzielić się nią z innymi. Takie postawy znajdujemy w życiu i języku, którego używa Zofia i one pokazują jej duchowość.

obraz wyhaftowany przez Zofię przed 16 rokiem życiaPIERWSZY DZIEŃ

 MIŁOŚĆ, KTÓRA SIĘ ROZLEWA

 W Konstytucjach 1815 znajdujemy takie stwierdzenie:

 „…znajdą bowiem z całą pewnością w Sercu Jezusa niewyczerpane źródło mocy, łask i pociech.” (Konstytucje1815, 86), a w Zarysie Instytutu (1), Zofia wyjaśnia jak objawione jej zostało to Źródło wtedy, gdy kreśliła szkic swoich planów odnośnie Zgromadzenia:

             „Bóg, którego Opatrzność rozporządza wszystkim dla dobra swego Kościoła, w każdym czasie użycza mu pomocy odpowiadających jego potrzebom; lecz szczególnie w tym ostatnim stuleciu objawił swą dobroć i potęgę odkrywając przed nim skarby niezmierne łask zawarte w Sercu Jego Syna. Chciał przez to, by nie tylko oddano Bożemu Sercu należny Mu z tylu względów kult miłości i uwielbienia, lecz również, by rozżarzył się płomień wiary i święty ogień miłości, który bezbożność  starała się zgasić we wszystkich sercach.”

Język zawiera w sobie silny ładunek emocjonalny („wszystko”, „wielkoduszność”, „cudowne skarby”). Pokazuje mocne przekonania Zofii i jej doświadczenie, że objawienie tego Źródła jest darem Ojca, ponieważ to Ojcu jest właściwe dawać, komunikować siebie, podtrzymywać, rozlewać się, oświecać, objawiać, ukazywać, uwalniać to, co jest uwięzione, czynić wszystko, co w Jego mocy, ogałacać się, poświęcać się. Tu biorą początek słowa „znajdą z całą pewnością” oraz jej pragnienie, by się otworzyć i przyjąć ten dar. Jej ulubionym obrazem, gdy o tym mówi jest nieustannie tryskające Źródło, rozlewający się strumień. Używa go w Konstytucjach i podkreśla, że jest to źródło, z którego czerpiemy (puiser) wszystko: radość (118), ducha Zgromadzenia (166), prawdziwą miłość (201), światło i łaski (247), ducha pokory, łagodności, prostoty i posłuszeństwa (348), zrozumienie i miłość wszystkich cnót oraz ducha i sposób ich praktykowania (338), skromność i prostotę (348), macierzyńską miłość do dzieci (349), niezłomną siłę i odwagę (355), łaskę i pocieszenie.

 Ten sam symbol pojawia się w listach:

„To źródło wody żywej przemienia starego Adama w nowego…” (do Césarie de Bouchaud, 1863)

 „Są to owoce drzewa zasadzonego nad strumieniem wody żywej, która wypływa obficie z boku Zbawiciela, źródła otwartego na Krzyżu” (do Marie de Grey, 1864)

 „Szukaj tylko Jezusa, prawdziwego źródła wody żywej; my ludzie jesteśmy tylko cysternami, które nie są w stanie jej pomieścić… (do Elisy de Bouchaud, 1847)

 „Uciekaj się często do modlitwy, tam będziesz czerpać (puiser) ducha mocy i łagodności” (do Eugénii Audé, 1823).

 „Powinnyśmy oddać naszą samotność na służbę dziełu nam powierzonemu. Kiedy czujemy, że ogarnia nas to uczucie, musimy znaleźć głęboką jaskinię, gdzie dusza mogłaby znajdować schronienie tak często jak to możliwe. Dla nas tą jaskinią/szczeliną w skale jest Serce Jezusa! (do Emmy Bouchaud, 1853)

 Jej znajomość języka biblijnego sprawiła, że używała też innego „płynnego” symbolu: powietrze (Duch, oddech, tchnienie…), który też może być wylewany i wchłaniany. Obraz ten pojawia się w najstarszych opowieściach biblijnych: „…wtedy to Jahwe ulepił człowieka z prochu ziemi i tchnął w jego nozdrza tchnienie życia, wskutek czego stał się człowiek istotą żywą.” (Rdz. 2,7). Bóg przekazuje swoje życie, swój „oddech” Adamowi, który od tej chwili zaczyna być „istotą żyjącą”. Jezus tchnął na uczniów zamkniętych w Wieczerniku (J 20,19-23), pokazując, że ostateczne Stworzenie miało miejsce w Jego zmartwychwstaniu i że teraz wylewa Swego Ducha na cały Kościół.

 U Zofii wybrzmiewa takie przekonanie:

 „Potrzebujemy pomocy, by dawać tchnienie duszy, by ją karmić i podnosić wzwyż; tą pomocą przewyższającą wszystkie inne jest Duch, który ożywia wszystko i jest sprawcą owocowania… (do Emmy de Bouchaud, 1853)

 „Duch Jezusa żyjący w duszy wewnętrznej i jednoczący ją z Sercem Bożym mówi jej nieustannie, co powinna mówić, zadecydować, doradzić; jest ona jak instrument, który  odbiera i przekazuje. Szczęśliwa jest szczera, prostolinijna dusza, oderwana od siebie, z prostotą dzieląca się tym, co otrzymuje, bez przywłaszczania, podobnie jak kanał, który przesyła wodę docierającą do niego ze źródła.” (do Matki de Curzon, 1846)

DRUGI DZIEŃ

PRZESTRZEŃ OTWARTA, BY PRZYJĄĆ

 Pokora była ulubioną przez Zofię cnotą, ale jej interpretacja tego słowa, bardziej „teologiczna” niż „moralna”, wypływa z tego doświadczenia, że  aby naczerpać (puiser) wody ze studni lub ze źródła, naczynie musi być puste, inaczej nie pomieści wody. Pustka ta jest elementem „konstytutywnym” ludzkiej natury, jak to jest widoczne w dziele stwarzania: Bóg może „tchnąć” w Adama przez jego „puste/drożne” nozdrza, to znaczy niczym niewypełnione, nie zamknięte, ani pełne po brzegi; to pozwala powietrzu wchodzić i wychodzić, dawać życie. Używając mowy ciała, chodzi o ubóstwo (pragnienie, głód, „potrzebę”), które usposabia nas na przyjęcia Życia Bożego. Zmartwychwstały Pan mówi do swoich uczniów w wieczerniku: „Przyjmijcie Ducha Świętego”. Posyła ich, by pełnili misję, przypominając o tym, że nigdy nie powinni pełnić jej sami; muszą otwierać się na tę moc, która nie pochodzi od nich, lecz jest im dana „z góry”.

 Według Zofii to pokora stawia nas na właściwym dla nas miejscu i stwarza tę pustą przestrzeń, którą pragnie wypełnić Bóg:

 „Modląc się przed Eucharystią, zrób miejsce dla pełni…; przystępuj z większą ufnością do źródła wszelkich bogactw, które tryska obficiej, kiedy napotka na próżnię(A. Cahier, L’Esprit et les Vertus de la V.M.M.Sophie Barat, s.29)

 « Nie potrzebujesz niczego od twojej Matki, tylko jej skromnej modlitwy… Oczywiście, będziesz ją miała, ale sam Jezus będzie musiał ją dopełnić; inaczej nic się nie poprawi. Miejmy ufność; Mistrz widząc pragnienia spełnia je: tylko trzeba Mu zostawić pustą przestrzeń, ponieważ On poniża bogaczów, a głodnych nasyca dobrami.” (do Matyldy Garabis, 1856)

 Modlitwa ułożona przez nią pod koniec jej rekolekcji dobrze wyraża tę jej skłonność do duchowego „wycofywania się”, ażeby Panu pozostawić całą przestrzeń. „O Jezu, słodyczy mego życia, zawrzyjmy pakt: daj mi tak doskonale umrzeć dla siebie, byś tylko Ty sam żył we mnie; daj mi zachować tak głębokie milczenie, byś tylko Ty przemawiał do mego serca; daj mi tak spocząć w Tobie, byś Ty sam działał w mojej duszy, według swego upodobania. Amen. (P.Perdrau, Les loisirs de l’Abbaye, II, s.322)

 Pojęcie „potrzeby” występujące w Zarysie Instytutu jest jej sposobem mówienia o pokorze już w tym fundacyjnym tekście, byśmy nie zapomniały o naszym skrajnym ubóstwie; jest ono jednocześnie naszym największym bogactwem, pozwalającym nam otrzymać i przyjąć dar, dzielić się nim i czynić go swoim bez przypisywania sobie tego, co do nas nie należy. (To ten rodzaj receptywności umożliwia nam egzystowanie. (za E. Stein)

 Podstawowa czynność oddychania wprowadza nas w taką dynamikę: wdychając uświadamiamy sobie nasze skrajne ubóstwo i potrzebę Kogoś Drugiego, innych ludzi i rzeczy. Nabieramy powietrza, ponieważ jest wokół nas; dlatego też możemy z niego korzystać i przyjmować je w siebie. („Każdy wdech jest aktem pokory i aktem wiary. Pokory, gdyż uznajemy, że czegoś nam brak; wiary, ponieważ z ufnością podchodzimy do tego, co mamy otrzymać. Wdychając przyjmujemy, a przyjmując otwieramy się. Otworzyć się, znaczy wypowiedzieć fundamentalne „tak” dla daru, jakim jest życie przychodzące do nas przez każdego człowieka i wydarzenie. Chodzi tu o dyspozycję do przyjęcia Życia wraz z Panem Życia.” (Xavier Melloni SJ)

 „Całe nasze jestestwo, nasze myśli, działania, poruszanie się, nawet nasze oddychanie, wszystko w nas powinno chwalić Pana, wszystko winno być poświęcone Jego Sercu…” (do Wspólnoty Poitiers, 1809)

 „Życie, oddychanie, działanie, to cały człowiek; niech to nasze życie , oddychanie i działanie będą w Bogu, przez Jezusa Chrystusa.”

 Zofia rozumie duchowość jako „uczestnictwo” w życiu Ducha Świętego, jako dynamikę otrzymywania i dawania, tę samą dynamikę, która ma miejsce przy wdechu,  przyjmowaniu oraz przy wydechu, kiedy wyzbywamy się i poddajemy.

 DZIEŃ TRZECI

   ŚMIAŁA UFNOŚĆ

Magdalena Zofia w Bazylice Watykańskiej Jasna świadomość własnych ograniczeń i niedostatków sprawiła, że przez lata Zofia była osobą nieśmiałą i bojaźliwą. Dzięki jednak działaniu łaski, przy wsparciu J.Varin, i później J.M. Favre w jej sercu zagościła ufność:

 „Rozwijaj się, rób postępy, jesteś na właściwej drodze. Pamiętaj, że to nie ty na nią weszłaś, lecz Bóg cię tu wprowadził. Trwaj w ufności i niech żadna siła na świecie cię nie zastraszy.”(J.Varin, 1801)

 „W imię Jezusa i z miłości do Niego, otwórz na miłość i ufność to swoje zbite, skurczone, zgnębione, nędzne serce. Niech ani dawne błędy, ani obecne niedoskonałości, ani niewykorzystana łaska nie sprawią, że stracisz choćby odrobinkę zaufania.” (J.M. Favre do A. Barat, 1835)

 Zofia zdobyła pewność, że skarby zamknięte w Sercu Jezusa „są do jej dyspozycji” i że może mieć w nich swój udział:

 „…Matka Julie (Billart), która nie chodzi o własnych siłach została przywieziona do kaplicy. Po Mszy św. odnowiłyśmy śluby i Ojciec Varin wygłosił do nas krótką naukę. Kiedy już wzbudził w nas wielki zapał i gorliwość, przerwał nagle swój dyskurs i spoglądając po nas wszystkich zawołał: ‘Czyż nie jest głupotą robić to, co robicie? Co z tym można zdziałać?’ i wskazał na Matkę Julię i na mnie.… Ale nas to nic a nic nie zniechęciło. Podsumowałyśmy tylko, że Bóg, który uwielbia tworzyć z niczego, posługuje się tym, ‘co nie jest, by sprowadzić do zera to, co jest’.” ( Matka Ward, Życie M. Zofii Barat, 1925, s. 127)

 Uczyniła swymi słowa ojca z przypowieści wypowiedziane do starszego syna: „Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy.” (Łk 15, 31). Jedną z konsekwencji miłowania jest prawo do „przyswojenia” i „uczestnictwa” i zawsze istnieje możliwość „dysponowania” tym, co należy do kogoś innego. Skarby Tego Drugiego („skarb” jest słowem, które niesie w sobie ładunek emocjonalny) „dopełniają” ludzkich braków. Z tego względu Zofia często mówi o „dopełnianiu” i „uzupełnianiu”, tak jak w liście do Joséphine Goetz napisanym w ostatnim roku jej życia:

  „Serce Jezusa dopełni wszystkiego, czego ci braknie. Tylko ty musisz powstrzymać się od działania. Jezus da ci Swego Ducha i będzie działał w tobie tak, jak działał w swoich uczniach. Głębia przyzywa głębię; absolutna nicość przyciąga Najwyższe Dobro. Trójca Najświętsza daje życie nicości poprzez swego Ducha. On daje nam Serce Jezusa, by było naszym życiem, naszym Zbawieniem, naszą miłosierną miłością.”

 W Konstytucjach zaleciła Mistrzyni Nowicjatu:

 „…da im odczuć, że nie trzeba lękać się trudności, jakie napotykają w dążeniu do wysokiej doskonałości, do jakiej zostały powołane. Znajdą bowiem z całą pewnością w Sercu Jezusa niewyczerpane źródło mocy, łask i pociech. Ukaże im Jezusa Chrystusa dającego im swe Serce wraz ze swymi cnotami i zasługami jako przeciwwagę (uzupełnienie) ich słabości. Przypomni im słowa Apostoła: ,,Wszystko mogę w Tym, który mnie umacnia!” Da im zakosztować tej pocieszającej prawdy, że jakiekolwiek byłoby ich ubóstwo i nędza duchowa, jeśli powezmą szczęśliwe przyzwyczajenie łączenia się z Sercem Jezusa w modlitwach, troskach, cierpieniach i zwykłych czynnościach, będą także miały udział we wszystkich Jego zasługach.(Konst. 1818,86)

 W jednej ze swych najbardziej znanych modlitw powtarza:

 „Serce Jezusa, biegnę do Ciebie, bo jesteś moją ucieczką, moją jedyną i pewną nadzieją. Tyś lekarstwem na wszystkie me troski, uzupełnieniem moich niedostatków…”

Dolores Aleixandre rscj 

© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA