Zostałyśmy powołane, by być kobietami, które mówią o obecności Boga w naszym świecie i kochają do końca, aż do oddania życia.
Profesor Janusz GadzinowskiZ mocnym apelem przeciwko regulacji prawnej in vitro wystąpił profesor Janusz Gadzinowski. „Jako katolik uznaję wszystkie argumenty Kościoła Katolickiego” – napisał w oświadczeniu wysłanym do marszałków Sejmu i Senatu lekarz i kierownik Katedry i Kliniki Neonatologii Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu, Konsultant Wojewódzki ds. Neonatologii Województwa Wielkopolskiego.

Tekst oświadczenia prof. Janusza Gadzinowskiego:

„Przyłączam się do protestu w sprawie regulacji prawnych dotyczących procedury in vitro. Jako katolik uznaję wszystkie argumenty Kościoła Katolickiego.

Jako lekarz i kierownik największej Kliniki Neonatologii w Polsce obserwuję oprócz radości rodzin z powodu posiadania dziecka w następstwie stosowania metody in vitro, także tragedie będące konsekwencją częstszego występowania ciąży mnogiej z ryzykiem porodu przedwczesnego (często w fazie ciąży, gdzie przeżycie jest niemożliwe). Dochodzi do tego zwiększona częstość przetoczeń krwi między płodami oraz większa liczba wad wrodzonych. Wszystko to powoduje zwiększoną zachorowalność i śmiertelność noworodków. W szeregu krajów metody in vitro spowodowały wystąpienie „epidemii ciąży mnogiej”. Należy obawiać się, że do podobnego zjawiska dojdzie w naszym kraju po uchwaleniu ustawy. Dochodzi do tego problem tzw. „eliminacji płodu”, czyli zabicia jednego z dzieci w łonie matki w celu ograniczenia liczby płodów i w intencji wykonawców zwiększenia szans ich przeżycia. Z przerażeniem słucham wystąpień na ten temat na międzynarodowych sympozjach, ponieważ wykładowcy mówią o tym tak, jakby zabili kurczaka, bowiem jest to dla nich normalne.
Nieznane są też następstwa zdrowotne, które mogą nastąpić w następnych generacjach.

Jako były konsultant krajowy ds. neonatologii oraz były przewodniczący Programu Poprawy Opieki Perinatalnej w Polsce zwracam uwagę na fakt, że Polska ma jedne z najgorszych wskaźników umieralności noworodków i niemowląt w UE. Uważam, że wszystkie wysiłki edukacyjne, organizacyjne, finansowe powinny pójść w kierunku ratowania dzieci, które już są na świecie. Czy ktoś przewidział konieczność wzrostu nakładów na oddziały noworodkowe, ponieważ w konsekwencji ustawy nastąpi wzrost liczby noworodków chorych i przedwcześnie urodzonych i trzeba będzie je leczyć? Zjawisko to wystąpiło już w innych krajach, więc niewątpliwie wystąpi i w Polsce w następstwie ustawy”.

Dnia 20 stycznia 2013 r. Pan Jezus powołał do siebie s. Wandę Cordé, długoletnią dyrektorkę Liceum Ogólnokształcącego w Pobiedziskach.

Pogrzeb odbędzie się w Warszawie, w parafii św. Zofii Barat we wtorek 22.01. 2013 r.  o godzinie 10.30

Polecamy Siostrę Wandę Waszej modlitwie!
Gdy przyglądamy się relacjom przyjaźni św. Magdaleny Zofii Barat w ciągu jej życia, a zwłaszcza jej przyjaźni z Filipiną Duchesne, pojawia się kilka wzorców:
  • Niektóre z przyjaźnie Zofii były oparte na przyciąganiu osobowości, na sympatii (miłości) między przyjaciółkami, na dobrym samopoczuciu w przebywaniu z drugą osobą
  • Niektóre z tych relacji oparte były na przyciąganiu się podobnych duchowości, dzieleniu tej samej osobistej historii życia ( wewnętrznej podróży), na formie wzajemnego towarzyszenia
  • Wiele z tych przyjaźni, a być może – większość z nich, oparte były na wspólnym celu, wspólnym zadaniu, na poszukiwaniu wspólnej wizji realizowania duchowego przeznaczenia Zgromadzenia - by czynić widoczną Miłość Boga objawioną w zranionym Sercu Jezusa na Kalwarii

Rzecz jasna, w relacjach Magdaleny Zofii i w relacjach przyjaźni innych członkiń Zgromadzenia w tamtych czasach aspekty te nie występowały oddzielnie, ale wzajemnie się przenikały.

Magdalena Zofia i Filipina Duchesne spotkały się w Grenoble w grudniu 1804 roku i moc tego spotkania na progu klasztoru Ste Marie Den Haut, naznaczyła ich relację na resztę ich wspólnej drogi. Filipina zachowała swą głęboką miłość i szacunek wobec Zofii przez całe swe życie. Po latach bliskich  osobistych kontaktów  w Grenoble i w Paryżu w latach 1804-1818, które miały miejsce aż do wyjazdu Filipiny do Luizjany w 1818 roku, nigdy później już się nie spotkały.

Magdalena Zofia kochała i podziwiała Filipinę. Szanowała jej  szlachetność i lojalność oraz jej wierność misyjnemu powołaniu. W 1841 roku Zofia mówiła o swoim zadziwieniu, gdy Filipinie udało się w końcu dotrzeć do Indian w Sugar Creek. Zofia wiedziała o długim, usilnym oczekiwaniu Filipiny, od 1818 do 1841 roku, poprzez lata pełne zaangażowania w pracę misyjną w Missouri i w Louisianie.  A mimo to w roku 1841 Zofia uznała , że Filipina jest niemal zbyt wiekowa, by wyruszyć  w drogę 600 mil rzeką Missouri do Sugar Creek.

W rzeczy samej – Filipina była poważnie chora w 1841 roku, ale z pomocą jej przyjaciół, zwłaszcza nieustraszonego jezuity, Pierre-Jan de Smet, osiągnęła długo oczekiwany cel – Sugar Creek.  Obraz mężnej Filipiny Duchesne, w końcu wypełniającej  swoje przeznaczenie, może być przedmiotem medytacji nad tajemnicą naszej osobistej historii życia, podobnie jak to było w przypadku samej Magdaleny Zofii.

Jakkolwiek Zofia i Filipina były dobrymi przyjaciółkami zarówno w aspekcie osobistym, jak i duchowym, to jednak różniły się w swojej wizji, a także w predyspozycjach dotyczących sprawowania władzy przełożeńskiej w Zgromadzeniu. To było źródłem bólu dla nich obu.

Musimy umiejscowić te osobiste trudności w kontekście końca XVIII i początku XIX wieku we Francji. W tym czasie, formy życia religijnego stopniowo przemieniały się z monastycznych struktur, do bardziej społecznych zadań dla kobiet zakonnic - w sferze edukacji i służby zdrowia. Zofia i jej towarzyszki próbowały tworzyć  nową wspólnotę, która byłaby zakorzeniona w tych nowych przestrzeniach, ale każda z nich wyrastała z zupełnie innego środowiska i miała inny bagaż doświadczeń.

Filipina Duchesne była uformowana w tradycji Wizytek i to – w sposób oczywisty –naznaczyło całe jej życie. Ta formacja stała się źródłem trudności dla obu przyjaciółek.  To, w jaki sposób Filipina rozumiała sprawowanie władzy, zwłaszcza w tak kluczowych chwilach w Missouri i w Luizjanie, wywoływało w Zofii głęboką frustrację. Musiała ona bowiem prowadzić Zgromadzenie w czasie gwałtownego rozrastania się i nagłej potrzeby stabilnych, efektywnych struktur.  Ze swej strony, Filipina ciągle przypominała Zofii, że jej ( Filipiny) darem nie jest zarządzanie i prosiła ją o zwolnienie jej z tej odpowiedzialności. Jednakże Zofia ceniła sobie moralną i duchową postawę Filipiny i nie chciała odsuwać jej na bok. W końcu jednak Zofia musiała przekazać przełożeństwo w Luizjanie w inne ręce.

Te trudności się spotęgowały, gdy delegatka Zofii Barat,  Elżbieta Galizin, wizytowała amerykańskie wspólnoty w latach 1839-1843. Ta wizytacja była dla Filipiny bardzo trudna, uważała  ona bowiem, że decyzje Elżbiety Galizin dotyczące jej osobiście, były popierane przez Zofię. Tak nie było, ale nieporozumienie wyszło na jaw dopiero w 1846 roku, wówczas, gdy obie były w stanie rozwiązać ten problem i podjąć na nowo korespondencję.

Możemy być zaskoczone otwartością i szczerością w listach Magdaleny Zofii Barat i Filipiny Duchesne. Piszą  zupełnie otwarcie o swojej miłości i sympatii, o swoich trudnościach i napięciach, swoich wzlotach i upadkach, nieporozumieniach i pojednaniach. W czasach Zofii i Filipiny ludzie mówili sobie prawdę o wiele bardziej wprost niż my dziś to czynimy, zatem zranienia i nieporozumienia mogły być odkryte w szczerości.

Przyjaźń Zofii i Filipiny przetrwała, ponieważ była skoncentrowana na ich miłości do Chrystusa i na ich miłości wzajemnej. Te dwa wymiary ich przyjaźni dały im siłę do przetrwania, nawet przy tak rozbieżnych poglądach, co do struktury i wizji Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa.

 REFLEKSJA

  • Jakie są twoje refleksje na temat przyjaźni między Magdaleną Zofią i Filipiną Duchesne?
  • Jakie cechy podziwiasz, jakie uważasz za trudne, niemożliwe do zniesienia? Dlaczego?
  • Jak znajdujesz swoje doświadczenie przyjaźni w kontekście przyjaźni tych dwu kobiet zakonnic? Jakie są wzorce twoich przyjaźni?
  • Co zadziwia cię?
Tłumaczenie z języka angielskiego s. Janka Nejczyk rscj, Iwona Baryś rscj
tekst oryginalny

W dniach od 23 do 30 grudnia 2010 r. w Demokratycznej Republice Kongo odbyło się spotkanie młodych profesek, czyli sióstr o ślubach czasowych, z krajów Afryki gdzie obecne jest Zgromadzenie (DRK, Uganda, Kenia, Czad, Egipt).

 

Z prowincji Uganda/Kenia, gdzie jest obecnie 15 młodych profesek, warunki pozwoliły na przyjazd jedynie trzech, trzy kolejne przyjechały z Egiptu oraz w spotkaniu wzięło udział 16 sióstr z DRK.

 

Kongijki przedstawiły sylwetkę afrykańskiej młodej kobiety, akcentując wartości tj.: zmysł religijny, zdolność do wnikliwej obserwacji, gościnność, solidarność, troskę o innych oraz szacunek dla życia. A następnie zaprezentowały charakterystyczne cechy afrykańskiej młodej profeski Zgromadzenia Najświętszego Serca Jezusa:

  • kobiety modlitwy, których życie jest zakorzenione w modlitwie i życiu wewnętrznym,
  • kobieta kontemplatywna w działaniu, która przychodzi do Jezusa z cierpieniami i nadziejami ludzkości (Konstytucje §§17 i 20),
  • kobieta, która żyje wartościami drogimi św. Magdalenie Zofii (żywą wiarą, pokorą, skromnością, prostotą, wspaniałomyślnością, oderwaniem od rzeczy tego świata),
  • wychowawczyni; która uczestniczy w misji Kościoła, poprzez służbę wychowania i pragnie, aby osoby wzrastały w godności ludzkiej (Konstytucje §7),
  • kobieta komunii, współczucia i pojednania , które uczestniczy w życiu jej ludu poprzez osobiste świadectwo i jej zobowiązania apostolskie.

Monique Fabre, Francuska, która była swego czasu ekonomką generalną, a obecnie należy do prowincji Kongo, poprowadziła refleksję nad życie wspólnotą dóbr i realiami finansowymi.

 

Kongijski jezuita o. Mpay mówił im o jednej Afryce, chociaż będącej zbiorowością wieloetniczną i wielorasową, o dialogu jakiego potrzebuje Afryka: dialogu pomiędzy narodami, wspólnotami, poszczególnymi osobami, gdyż jest ona siecią różnych tożsamości i kultur. Ojciec Mapy ukazał potrzebę krytycznego przyjrzenia się, w świetle przesłania Jezusa Chrystusa, niektórym afrykańskim tradycjom. Ukazał także afrykańską duchowość szczególnie w odniesieniu do tradycyjnych afrykańskich wierzeń tj.: animizm, fetyszyzm, magia, czary, etc .

 

 

Siostry sporządziły również listę zaangażowań dla afrykańskiej młodej profeski oraz odwiedziły kilka wspólnot i dziel prowadzonych przez siostry także poza stolicą kraju, Kinszasą.

 

Na podstawie Africa: Meeting of the Young Professed RSCJ

Wspaniałą grupę nowicjuszek Sacré Coeur tworzą: Katie, Karen i Siobhan z Wielkiej Brytanii, Sandra z Francji, Patricia z Hiszpanii oraz Alicja z Polski. Przebieg naszego spotkania zorganizowały i koordynowały nasze siostry mistrzynie: Mary, Noëlle i Dorota.

Spotkałyśmy się w domu rodzinnym św. Magdaleny Zofii Barat, założycielki naszego Zgromadzenia, aby smakować atmosferę tego wyjątkowego miejsca, gdzie się urodziła i wychowywała, aby z nią przebywać. Miałyśmy czas, aby podzielić się naszymi refleksjami: Kim jest  Sophie dla każdej z nas? Patrząc na jej drogę życia, opowiadałyśmy o naszej osobistej drodze powołania do Zgromadzenia Najświętszego Serca Pana Jezusa. Cisza, prostota i pokój tego domu pomagały nam odpocząć i cieszyły serca.

Wspólny czas służył nie tylko skupieniu, lecz także poznaniu siebie nawzajem, a więc wieczorami spotykałyśmy się na tańcach i zabawach, które jeszcze bardziej nas integrowały i wywoływały dużo śmiechu.

W ramach poznawania okolicy wybrałyśmy się m.in. na spacer do winnic, po których oprowadziła nas jedna z sióstr. Zupełnie inaczej brzmi Ewangelia o winnym krzewie, o przycinaniu latorośli i ich oczyszczaniu, kiedy tę czynność można osobiście zobaczyć.

Spotkałyśmy się także ze wspólnotą naszych sióstr, które w tym domu prowadzą obecnie Centrum Sophie Barat, służące jako dom rekolekcyjny oraz miejsce, do którego przybywają pielgrzymki z całego świata, także uczniowie szkół Sacré Coeur.

Po 4 wspólnych dniach w Joigny polski nowicjat udał się do Paryża, aby tutaj przez dwa dni podróżować śladami św. Magdaleny Zofii, której ciało obecnie spoczywa w kościele św. Franciszka Ksawerego.

Wróciłyśmy z wdzięcznością za możliwość bycia w Joigny i w Paryżu, posmakowanie choć przez kilka dni kultury i miejsc, które kształtowały charakter i życie naszej kochanej Sophie.

Alicja Banach

Swoją pracę misyjną w Afryce rozpoczęłam w 1995 w dawnym Zairze a obecnym Kongo. Pracowałam tam jako odpowiedzialna za przychodnię i porodówkę lecząc chorych i prowadząc kampanie profilaktyczno-zapobiegawczą (szczepienia, nauczanie o zwalczaniu i zapobieganiu chorobom.). Od roku 2001 pracuje w Czadzie. Początkowo przez osiem lat pracowałam w duszpasterstwie młodzieży a obecnie od 3 lat prowadzę przychodnie „CEDIAM”. Jest to centrum diecezjalne edukacyjno-lecznicze do walki z wirusem HIV i zapobieganiu chorobie AIDS, oraz towarzyszeniu osobom chorym.Powstało ono osiem lat wcześniej z inicjatywy pani Anny Lonsdorfer (kooperantki niemieckiej) w dwóch małych pomieszczeniach parafialnych. Początkowo była tylko sensybilizacja i odwiedzanie chorych. Trzy lata później, gdy zatrudniła ona pielęgniarza, który zrobił swoją specjalizację z HIV/AIDS rozpoczęto robić testy na wykrywalność tego wirusa. Do przychodni zaczęło przychodzić coraz więcej osób, więc pomieszczenia stały się zbyt małe. Potrzebne było miejsce na laboratorium, sale konsultacji medycznych, biuro, sale na robienie counseling tzn. przygotowania do robienia testów i dawania wyników. Po pięciu latach, gdy umowa z panią Anną się skończyła i nie było, komu przejąć odpowiedzialności biskup poprosił mnie bym podjęła tę pracę.

 W roku 2008 diecezja wypożyczyła nam jeden opuszczony od kilku lat budynek do prowadzenia tej działalności dla dobra tamtejszej ludności. Rozpoczęłam od wielkiego remontu. Po kapitalnym remoncie mogę już inaczej funkcjonować. Mamy coraz więcej pracy i potrzeby są ogromne gdyż jest nas tylko dwoje a pracy przybywa. Również potrzeby materialne i finansowe są coraz większe. Potrzebujemy środków na: zakup leków, testów, sprzętu medycznego i do laboratorium, strzykawek, przyborów szkolnych dla dzieci, żywności dla sierot, wypłatę dla jeszcze jednego pielęgniarza, którego potrzeba zaangażować. Nasza działalność jest możliwa przede wszystkim dzięki wsparciu finansowym dobroczyńców.

Obecnie w leczeniu mamy ponad 340 chorych, ponadto 120 dzieci sierot i półsierot, ofiar HIV/AIDS, którym pomagamy materialnie. Kilka osób jako akompaniatorzy chorych i dzieci sierot pomaga nam w tej pracy bezinteresownie, otrzymując na koniec miesiąca drobną zachętę materialną. Od ubiegłego roku nasza przychodnia została wytypowana do szkolenia kadry medycznej w tym kierunku, więc mamy pielęgniarzy na stażach formacyjnych i praktycznych w kierunku HIV/AIDS.

Jedynie dzięki pomocy boskiej i ludzkiej możemy tam pracować w takich warunkach, w temperaturze ponad 50 stopni, dla tych najbardziej biednych, chorych, opuszczonych na większą chwalę Serca Jezusa i Maryi.  

                                                s. Róża Biegańska rscj

Pragnę przekazać Wam informacje o sytuacji jaką mamy tutaj dwa miesiące po podwójnym kataklizmie, trzęsieniu ziemi i tsunami.

Nigdy w okresie Wielkanocy nie przeżywalam w sercu tak dogłębnie Męki naszego Pana i radości zmartwychwstania. Nawet tutaj w Tokio, 250 km od terenów dotkniętych kataklizmem, nagłe, powtórne wstrząsy wciąż budzą w nas lęk. Natomiast ludzie żyjący bliżej epicentrum codziennie doświadczają silniejszych drgań. Ponad 130.000 osób żyje w punktach ewakuacji. Większość tamtejszej ludności to rolnicy, hodowcy bydła lub rybacy. Są oni bardzo mocno związani ze swoją ziemią i tylko niektórzy pragną przenieść się do Tokio lub innych bezpiecznych miejsc. Z powodu radioaktywnego wycieku z elektrowni atomowej wszystkie uprawy w promieniu 20 km musiały zostać zniszczone. Nie bez wahania pozostawiali oni krowy, świnie czy warzywa pielęgnowane z taką troską. To były naprawdę smutne, pełne łez pożegnania. Serca się krajały, gdy widziałyśmy w telewizji zwierzęta błąkające się wokół farm i szukające pożywienia.

Lokalne szpitale także zostały zburzone i chociaż medyczne zespoły wolontariuszy pośpieszyły z pomocą dotkniętym terenom, z powodu braku lekarzy i sprzętu medycznego wielu pacjentów musiało czekać w długich kolejkach. Zima powoli odeszła, ale jeszcze w połowie kwietnia, normalnie okresie kwitnienia wiśni, w nocy temperatura bywała poniżej zera, co spowodowało śmierć wielu starszych osób.

Cieszą informacje, że dzieci, które straciły swoje szkoły w tsunami rozpoczęły już naukę w różnych zakamarkach Największą radością jest to, że uczniowie szkół podstawowych i średnich są razem ze swoimi koleżankami i kolegami, co poprawia ich samopoczucie. Ludzie pokładają w nich ogromne nadzieje i bardzo się starają, aby przede wszystkim odbudowywać sale lekcyjne.

W punktach ewakuacji i szkołach pracuje też wielu psychologów w centrum ich uwagi, gdyż wielu cierpi na poczucie winy z powodu ocalenia. Dlaczego to ja żyję?. Syn starszej kobiety zginął podczas ratowania jej. Teraz ona nieustannie pyta: Dlaczego to nie ja zginęłam. Młodzi ludzie cierpią na ostry stres spowodowany widokiem pędzących fal tsunami.

Ci, którzy przeżyli cierpią, gdyż nie potrafią z nadzieją patrzeć w przyszłość, nie wiedzą, jak długo potrwa ich obecna sytuacja, przeżywają żałobę po stracie najbliższych. A ponad tym wszystkim niepokoją się tym, jak poważne i rozległe jest skażenie radioaktywne.

Jednak śmierć nie jest końcem. Prowadzi ona do nadziei życia wiecznego. Pośród tych tragicznych wydarzeń, tu i tam doświadczyłyśmy piękna ludzkiej natury, uprzejmości, solidarności, siły charakteru, który ma nadzieję, uśmiecha się, nie zagubił poczucia humoru.

W Wielką Sobotę rozważałyśmy „Drogę krzyżową za uzdrowienie Japonii”, którą Celcie Maijer rscj otrzymała od jej współpracowników z ONZ. Przetłumaczyłyśmy ją na język japoński. Jedna z sióstr płakała przez cały czas modlitwy i powiedziała, że nigdy nie odprawiała drogi krzyżowej, która by ją poruszyła tak mocno, jak ta.

Nie tylko podczas tej drogi krzyżowej, ale generalnie, głęboko czułyśmy modlitwy i wsparcie sióstr i rodziny Sacré Coeur z całego świata. Runęły mury, które oddzielały Japonię od innych krajów i została wyciągnięta do nas pomocna dłoń. Słyszałyśmy o koncertach i innych wydarzeniach mających na celu wsparcie dla Japonii. Nigdy bardziej, niż teraz nie czułyśmy, że świat jest jeden, że jesteśmy braćmi i siostrami.

W rozpaczy ofiar, które straciły wszystko w tym podwójnym kataklizmie widzimy naszego Pana odartego z szat, stojącego u stóp krzyża. Jednak w tym samym momencie, mamy obraz wolontariuszy poszukujących, pomimo złej pogody, zaginionych osób, zachęcających ofiary do tego, co mogą zrobić, o czym myśleć, naprawiający drogi, odwiedzający domy ofiar i dający nadzieję na zmartwychwstanie. (pośród wolontariuszy jest młodzież z przykościelnych grup i siostry z różnych zgromadzeń zakonnych).

To będzie krok w długiej wędrówce. Na drodze do Emaus, nasz Pan szedł z uczniami, których serca pozostawały zamknięte. Życie tak wielu osób zmieniło się radykalnie, bez żadnego ostrzeżenia. Nie znajdują oni sensu w tym co się stało, są smutni, opłakują stratę. Proszę bądźcie z nimi poprzez wasze modlitwy. Siostry Sacré Coeur w Japonii, także modlą się do Pana, wspierane i zachęcana przez was wszystkich.

Koko Nagano, Prowincjalna Japonii

z języka angielskiego tłumaczyła s. Renata Ryszkowska rscj

tekst oryginalny

Oficjalne uroczystości z udziałem władz państwowych odbyły się podczas uroczystości św. Magdaleny Zofii Barat, założycielki Zgromadzenia, 25 maja br. Tego też dnia została otwarta wystawa poświęcona działalności Szkoły. W kilku salach lekcyjnych zaprezentowano oryginalne pamiątki, dokumenty, zdjęcia począwszy od początków istnienia Szkoły jak również odtworzono wygląd sypialni dziewcząt w pensjonacie i sali lekcyjnej.
Siostra Dyrektor Joanna Chudzik w pasjonujący sposób oprowadzała po wystawie i objaśniała eksponaty, jak zawodowy przewodnik.

 Dnia 29 maja, w niedzielę miał miejsce zjazd dawnych wychowanek i wychowanków Szkoły. Wiele osób przyjechało już w sobotę, by spędzić więcej czasu w murach drogiej sercu Szkoły. A ok. 300 osób uczestniczyło w dziękczynnej Eucharystii celebrowanej przez wikariusza generalnego Towarzystwa Chrystusowego ks. Krzysztofa Grzelaka. W homilii wskazywał, że prawdziwym nośnikiem wartości przekazywanych przez Szkołę są ludzie świadczący swoim życiem o radości płynącej z osobistego spotkania z Jezusem Chrystusem, dzielenie się miłością Jego Serca, darem wiary. Niezależnie jak bardzo współczesny świat krzyczy, że nie potrzebuje Boga tym bardziej niezbędni są autentyczni świadkowie.

Siostra Dyrektor powitała wszystkich zebranych podkreślając wagę wdzięczności za ofiarną pracę matek, sióstr, nauczycieli świeckich i personelu administracyjno-gospodarczego w dziewięćdziesięcioletniej historii Szkoły oraz obecność wychowanek i wychowanków, bez których nie ma żadnej szkoły a siostra prowincjalna Maria Broniec życzyła wytrwałości w życiu wartościami wyniesionymi ze Szkoły. Przeczytano również wzruszający list jednej z uczennic zdającej maturę w 1965 roku, mieszkającej obecnie w Szwecji, będący wspomnieniem lat szkolnych i dziękczynieniem Panu Bogu za ten dar.

 Obecne uczennice pod kierunkiem s. Anny Musiał, przygotowały program artystyczny oparty na wspomnieniach dawnej wychowanki, Katarzyny Kuleli, z książki pt: „Moja podróż do Polskiej Wsi”. Był także pokaz dawnych zdjęć i pocztówek oraz piękna gra na fortepianie naszej uczennicy z Ukrainy Nasti.

 Popołudnie było wypełnione rozmowami, spotkaniami, nierzadko po latach, choć wiele naszych dawnych ma ze sobą żywy kontakt mimo dziesiątek lat dzielących je od matury.

 Dziękujemy Siostrom i osobom świeckim za trud przygotowania tego spotkania a Panu Bogu za Jego wierną obecność i udzielanie miłości Jego Serca poprzez konkretnych ludzi, wydarzenia i wszystkie dary Jego dobroci.

Za nami rodzinne świętowanie u pobiedziskich Sióstr Sacre Coeur

Wśród wielu zorganizowanych atrakcji mogliśmy zobaczyć występy teatralne podopiecznych Stowarzyszenia na Rzecz Dzieci i Młodzieży Niepełnosprawnej oraz dzieci z II klasy szkoły podstawowej z ZS w Pobiedziskach Letnisku. Zaangażowani Rodzice, Przyjaciele i Wolontariusze spisali się na medal.

Przypomnieliśmy historię Sacre Coeur i zjedliśmy wspaniałą, ugotowana w klasztornej kuchni grochówkę. Pyszne ciasta upiekli rodzice! Piekarnia Zagrodnicza uraczyła nas pachnącym pieczywem.

Zabawy dla dzieci przygotowali nieocenieni terapauci. Był też plener plastyczny, warsztat malowania dziecięcych buziaków, przejażdżki kucykiem i pięknym siwym koniem, pokazy Straży Pożarnej,  dmuchane zamki i trampolina!

Mszę św. odprawił i piękne, umacniające kazanie wygłosił ksiądz rektor gnieźnieńskiego seminarium ks. kan. Wojciech Rzeszowski, a o oprawę muzyczną zadbał zespól z parafii św Ducha.

Odwiedzili nas znamienici goście - Wicestarosta Powiatu Poznańskiego - Pan Zygmunt Jeżewski, Skarbnik Powiatu Poznańskiego Pani Renata Ciurlik, Sekretarz Gminy Pobiedziska -Iwona Tomaszewska-Kujawa, Przewodnicząca rady Gminy Pobiedziska - Pani Dorota Nowacka oraz radni Gminy Pobiedziska Danuta Sobka i Kazimierz Michalak. Dyrektor Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie Elżbieta Bijaczewska wraz z pracownikami PCPR promowała rodzicielstwo zastępcze.
Stowarzyszenie na Rzecz Dziecii Młodzieży Niepełnosprawnej przeprowadziło też bardzo udaną akcję Zbiórki Publicznej i uzbierali przeszło 3000 złotych na letni wypoczynek podopiecznych!

Zdjęcia znajdziecie w naszej galerii.

Ufamy, że wszyscy goście są zadowoleni i umocnieni w pozytywnym dzieleniu się radością, dobrem i sercem! Pięknie dziękujemy i do zobaczenia za rok!
© SACRE COEUR - ZGROMADZENIE NAJŚWIĘTSZEGO SERCA JEZUSA